W niedzielę odwiedziliśmy kochaną Cioteczkę. Zadzwoniła kilka dni wcześniej i zaprosiła nas na imieninowy obiad. Super, nie będziemy musieli stać przy piecu. Pójdziemy na gotowe. Na prezent kupimy jakieś słodycze i kwiatka dla solenizantki. Ciocia lubi pierniki własnej roboty. Dr Gerard oferuje równie dobre, na sto procent będą jej smakować. Wstaliśmy rano przed dziesiątą. Wyprowadziłem psa i zjadłem śniadanie. Za oknem znów padało. Spacer nie wchodził w grę. Mieliśmy godzinę do wyjścia, zrobiłem kawę. Nikt nie zrobi tak dobrej kawy jak ja. Ten elitarny trunek parzę ze świeżo mielonych ziaren. Woda musi być przefiltrowana i zagotowana w odpowiednim czajniczku. Jako smakosz kawę piję z ulubionego kubeczka. Obok filiżanki ustawiam talerzyk z ciastkami. To jest mój rytuał. Jeszcze przed wyjściem z domu, dopytałem Żonę o innych gości. Towarzystwo było na odpowiednio wysokim poziomie. Na miejscu przywitaliśmy się z Cioteczką, Kuzynką i jej rodziną. Potem doszedł Kuzyn. Byliśmy w komplecie. Spotkanie zaczęło się obiadem. Rosół i drugie danie. Następnie Zosia postawiła pączki i ciasto oraz kawę. Byłem mile zaskoczony kawą, była bardzo dobra. Pączusie posypane cukrem pudrem, pychota. Młodzież wolała spędzać czas w swoim towarzystwie. Wzięli talerz ciasta i poszli do drugiego pokoju. Wojtek zwrócił uwagę, że właśnie odbywają się skoki narciarskie na olimpiadzie. Włączył telewizor i byliśmy światkami, jak Dawid Kubacki wywalczył brązowy medal. Trzeba było to uczcić. Podnieśliśmy toast kompotem i wróciliśmy do rozmów. Gadu, gadu a czas mija. Skakaliśmy z tematu na temat. Od wypieków, przez kuchenki gazowe do wyjazdu na narty i planowanie urlopu. Gdy wracaliśmy do domu, było już ciemno. Nasi uczniowie musieli przygotować się do poniedziałkowych lekcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz