W sobotę 1 lutego,
znowu było szaroburo i ponuro. Nocą coś popadało, ale to były resztki
styczniowego deszczu. Do wiosny pozostało jeszcze 49 dni, ale aura już
przypominała wczesną wiosnę – a bynajmniej przedwiośnie… W cieplejszych
miejscach zielona trawa zaczynała wystawiać swoje świeże łebki, na gałązkach
rosły – jak nigdy o tej porze – liściaste pąki. Ludzie mówili, że wegetacja
przyrodnicza nastąpiła o miesiąc wcześniej niż zwykle. Tak prawdę mówiąc, to
zimy nie było w ogóle. Ptaki które w okresie zimowym dokarmiam rok w rok, nie
miały ochoty aby skorzystać z moich usług – widać w środowisku naturalnym miały
na tyle pożywienia, że spokojnie im to wystarczało – i ani myślały o jakichś
zdawałoby się, przysmakach, jakie czekały na nich w karmniku. We czwartek
sypnęło nieco śniegiem, na drugi dzień oraz nocą lało jak z cebra, lecz skoro
przestało padać, to zaraz z samego rana skoro świt, postanowiłem wybrać się
zrobić jakieś zakupy na ten oraz następny dzień – czyli na sobotę i niedzielę.
Wyjść za bardzo mi się nie chciało, bo wilgotność powietrza wraz z chłodem do
tego nie zachęcały. Do tego Gabrysia korzystająca z wolnego od pracy dnia,
dodatkowo demotywowała, śpiąc w najlepsze w cieplutkiej pościeli. Jednak kiedy
zajrzałem do szafki na półkę z dodatkami do kawy i herbaty, gdyż naszła mnie
chęć na jakiś słodki mały kąsek – najlepiej coś z ulubionych produktów firmy Dr
Gerard… Pryncypałki o nowym orzechowym smaku, ciastka Kremówka Dekorowana
Śmietankowo – Morelowa, lub też jakieś inne słodycze - to zaistniały stan rzeczy
zmotywował mnie do tego aby wyjść i dokonać zakupów, celem uzupełnienia
zapasów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz