Witam.
Pewnego popołudnia, kiedy siedziałam przed komputerem i przeglądałam deserotekę,
zadzwonił telefon. Powoli wstałam i i
podeszłam do komody, gdzie leżał telefon. Odebrałam. W słuchawce usłyszałam
zadyszany głos koleżanki ., która mieszkała po sąsiedzku. Jesteś już gotowa?
Zamrugałam oczami i zapytałam na co? Nie na co, tylko na kogo! Odpowiedziała.
Nie rozumiałam. Za półgodziny chodzi nasz ksiądz po kolędzie. Dzisiaj? Tak.
Odpowiedziała mi koleżanka i odłożyła słuchawkę. No i zaczęło się dziać w moim
domu. Szybkie sprzątanie, szykowanie ławy, szukanie akcesoriów, ubieranie się
itp. Miałam mało czasu, tym bardziej , że wiedziałam że ode mnie zacznie.
Zawsze tak robi i na dodatek zostawia u mnie swój płaszcz. Biegałam i
szykowałam. I usłyszałam dźwięk dzwonka. Musiałam otworzyć. W drzwiach stał uśmiechnięty proboszcz i nie
pytając wszedł do środka i zaczął się rozbierać ,coś tam mamrocząc. Nic nie
mówiąc, zapaliłam krzywą świecę , a
ksiądz coś tam odmówił i solidnie mnie pokropił, aż musiałam wytrzeć twarz.
Potem usiadł i zaczęliśmy rozmawiać. Zapytał się czy mogłabym go poczęstować
czymś do picia, wyskoczyłam jak oparzona i pobiegam do kuchni. Zrobiłam gorącą
herbatę z miodem i postawiłam talerz słodyczy ,,Dr Gerard”. Księdza nie trzeba było
namawiać, Popijał herbatę i zajadał się
Rurakami Cynamonowymi oraz Zwierzakami Maślanymi. Rozmawialiśmy dość długo. W
końcu stwierdził, że czas na niego. Na drogę jeszcze schował do kieszeni kilka
ciasteczek ,,Dr Gerard” i powiedział ,że świetnie piekę ciasteczka.
Uśmiechnęłam się i pożegnałam księdza. O dziwo zabrał swoje ubrania i
powiedział , że dziś kończy już swoją pracę. Koleżankę odwiedził wcześniej.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz