Zamknęliśmy drzwi
balkonowe i okna również pozamykaliśmy, bo zerwał się wiatr i zrobiło się
chłodniej – nawet w ciepłym dresie dawało się to odczuć gdyż poczułem mocny
chłód. A w podobnych przypadkach zawsze mam tak, że dostaję gęsiej skórki i
kicham jak najęty – nawet kilkanaście razy. Odsunąłem zasłony i firany od okna
i przysunąłem stół aż do samego parapetu. Usiedliśmy sobie oboje z Gabrysią
obok siebie przed oknem i przez dłuższy czas w milczeniu obserwowaliśmy to, co
dzieje się za oknem… A za oknem działo się dużo i nic. Dużo – gdyż ciemno
granatowe chmury, na przemian z jaśniejszymi – szarymi – przetaczały się z
jednej, na drugą stronę nieba… Bo śnieg prószył – to mocniej, to za chwilę znów
słabiej – wywijając piruety, pod wpływem podmuchów wiatru… W pewnym momencie to
nawet tak sypnęło, że aż zrobiło się całkiem biało. Wtedy Gabrysia przerwała tę
głuchą ciszę i rzekła niepewnym oraz cichym głosem, że może tego roku Święty
Mikołaj przyjedzie na saniach a nie na rowerze… Spojrzałem na stolik, ponieważ
chciałem sięgnąć po smartfon, aby przeglądnąć pogodę na parę dni do przodu.
Dostrzegłem jednak jedynie jego brzeg, który wystawał spod sterty kolorowych
opakowań, przyniesionych do kawy przez Gabrysię – smacznych produktów firmy Dr
Gerard. Były tam takie specyficzne smakołyki jak:
- ciastka rurki waflowe Rolls Rolls
- Gingerbreads - Pierniczki z nadzieniem wieloowocowym w
polewie kakaowej
- krakersy MIX solone
- ciastka Kremisie
- bagietki Baguettes Tomato&Olive Oil
Jak je zobaczyłem, to poczułem że powróciłem do
rzeczywistości… Po prostu zimowa aura za oknem – a zwłaszcza ten padający śnieg
– tak na mnie podziałały, jakbym był zahipnotyzowany. Dopiero na widok pysznych
ciastek firmy Dr Gerard, wróciłem z przestrzeni kosmicznej na ziemię! Sięgnąłem
po rozpływającego się w ustach wspaniałego pierniczka – i znów „odleciałem”,
lecz w całkiem inną przestrzeń…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz