czwartek, 8 marca 2018

zmienna marcowa pogoda



Po mroźnych dniach przyszła odwilż. a dodatkowo pada deszcz. Na chodnikach jest lód. Jak co dzień śpieszyłam się do pracy. Idąc szybko poślizgnęłam się i skręciłam nogę. Nie mogłam stanąć na nią. Zostałam sama na chodniku i nie wiedziałam co zrobić. W końcu nie miałam wyjścia i zadzwoniłam do męża. Po dwudziestu długich minutach przyjechał. Ja zdążyłam porządnie zmarznąć. Pytał się dlaczego nie zadzwoniłam na pogotowie. Może miał rację, ale nie byłam poważnie chora, żeby decydować się na  karetkę. Po parogodzinnym pobycie w szpitalu lekarz oznajmił, że skręciłam nogę w kosce i założył mi szynę. Po czterech tygodniach mam zgłosić się do kontroli. Czeka mnie dłuższe leczenie.  Mąż Marcin nie w humorze coś bąkał pod nosem. W drodze powrotnej napisałam mu listę zakupów. Zatrzymaliśmy się na parkingu, a on poszedł do sklepu. Po raz drugi raz zadzwoniłam do koleżanki i powiedziałam jej moją skomplikowaną sytuacje. Obiecała, że po południu przyjedzie po zwolnienie do pracy. Pod wieczór przyjechały dwie koleżanki. Na szczęście Marcin kupił mi moje ulubione czekoladki pasja produkcji Dr. Gerarda.  Przy herbatce i smakołykach opowiadaliśmy o ważnych sprawach. Martwiłam się, że tak długo mnie nie będzie w pracy. Najważniejsza jest sprawna noga i muszę przecierpieć ten okres. Później pewnie będę chodziła na rehabilitacje.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz