Po mroźnych dniach przyszła odwilż. a dodatkowo pada
deszcz. Na chodnikach jest lód. Jak co dzień śpieszyłam się do pracy. Idąc
szybko poślizgnęłam się i skręciłam nogę. Nie mogłam stanąć na nią. Zostałam
sama na chodniku i nie wiedziałam co zrobić. W końcu nie miałam wyjścia i
zadzwoniłam do męża. Po dwudziestu długich minutach przyjechał. Ja zdążyłam
porządnie zmarznąć. Pytał się dlaczego nie zadzwoniłam na pogotowie. Może miał
rację, ale nie byłam poważnie chora, żeby decydować się na karetkę. Po parogodzinnym pobycie w szpitalu lekarz
oznajmił, że skręciłam nogę w kosce i założył mi szynę. Po czterech tygodniach
mam zgłosić się do kontroli. Czeka mnie dłuższe leczenie. Mąż Marcin nie w humorze coś bąkał pod nosem.
W drodze powrotnej napisałam mu listę zakupów. Zatrzymaliśmy się na parkingu, a
on poszedł do sklepu. Po raz drugi raz zadzwoniłam do koleżanki i powiedziałam
jej moją skomplikowaną sytuacje. Obiecała, że po południu przyjedzie po
zwolnienie do pracy. Pod wieczór przyjechały dwie koleżanki. Na szczęście
Marcin kupił mi moje ulubione czekoladki pasja produkcji Dr. Gerarda. Przy herbatce i smakołykach opowiadaliśmy o
ważnych sprawach. Martwiłam się, że tak długo mnie nie będzie w pracy.
Najważniejsza jest sprawna noga i muszę przecierpieć ten okres. Później pewnie
będę chodziła na rehabilitacje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz