poniedziałek, 17 maja 2021
Święta na odludziu - czyli kwarantanna cz. IV
Dzień trzeci.
Pochmurno z przejaśnieniami, przelotne opady, temperatura maksymalnie do 10 stopni… - chłodno jak na Wielką Sobotę – pomyślał Jarek. We czwartek i piątek pozałatwiał z wielkimi oporami wszystkie sprawy przez telefon, związane poinformowaniem rodziny i znajomych o tym, w jakich okolicznościach się znalazł. Załatwił też wszystkie formalności ze służbami takimi jak SANEPID i przychodnia POZ. Od samego rana odbierał tego dnia połączenia od znajomych, którzy składali Jarkowi życzenia na Święta – i wspierali go również z powodu przykrych okoliczności jakie go dotknęły. A w pewnym momencie nie mógł nadążyć z odpisywaniem na wiadomości jakie otrzymywał przez komunikatory. I dzięki temu podbudował się i zaczął wierzyć w ludzką życzliwość. Kiedy poczuł się lepiej, to dał znać o sobie apetyt. Poczuł głód i zastanawiał się nad tym, co lekkiego mógłby zjeść na śniadanie. Nie miał kefiru ani jogurtu, ale w kartonie miał mleko. Znalazł też budyń waniliowy. Wtedy nie tylko miał apetyt, ale wręcz poczuł głód. Miał też resztki produktów firmy Dr Gerard - ciastka pełnoziarniste, Pryncypałki Black&White – nowość Dr Gerard, ciastka Vit’AM Apple and Raisins, oraz markizy. Postanowił że wykorzysta je wszystkie. I zjadł cały ten budyń a także resztki wszystkich ciastek. Zapasy na dzień przed świętami kończyły się, lecz miał obiecane, że po południu zostanie zaopatrzony we wszystko co potrzebne jest na Wielkanoc. Tymczasem za oknem, całe niebo pokryły ciężkie chmury. Zrobiło się ciemno i zaczęło padać. Barometr wskazywał ciśnienie 968 hPa. Jarek przypomniał sobie powiedzenie, że Polak jak głodny to zły – a jak najedzony to senny…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz