Witam.
W pewien majowy dzień, wybrałam się za miasto. Kiedyś widziałam stary sad, i
tam właśnie chciałam pojechać. Zabrałam ze sobą słodycze firmy ,,Dr Gerard”, i
wyruszyłam do czarodziejskiego sadu. Musiałam tam dojechać podmiejskim
autobusem. Sad znajdował się kilka kilometrów za moim miastem. Tak myślę, że kiedyś
tam też musiał stać dom. Jadąc autobusem rozmyślałam jak mógł wyglądać dom pośród
drzew owocowych. W końcu dojechałam, i przeszłam jeszcze z pół kilometra. Była
tam taka cisza. Słychać było tylko śpiew ptaków, brzęczenie pszczół. Wyciągnęłam
paczkę ciastek pełnoziarnistych ,,Dr Gerard”, i ruszyłam na spacer. Chodziłam
pomiędzy drzewami, oglądałam drzewa. Szukałam miejsca gdzie mógł stać dom. I
znalazłam stare fundamenty, niewielkiego domu. Chyba był drewniany. W okolicy
nie było innych domów, a może były, ale kiedyś. Teraz to puste pola, obsiane
zbożem. Znalazłam duże drzewo na środku sadu, tam postanowiłam, że rozłożę
sobie kocyk i posiedzę, lub poleżą. Tak też zrobiłam. Zaczęłam robić zdjęcia
podjadając ciastka pełnoziarniste ,,Dr Gerard”. Było pięknie i tak spokojnie.
Nawet spać mi się zachciało. Pomyślałam, że położę się na chwilkę pod drzewkiem i zamknę oczka tylko
na minutkę. I jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Przed położeniem się zjadłam
jeszcze jedno ciastko pelnoziarniste ,,Dr Gerard”, i rozłożyłam się wygodnie na
kocu. Co było dalej, i jak zakończyła się moja przygoda w sadzie, o tym w
następnym poście. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz