poniedziałek, 17 maja 2021

O rany mrówki... cz.I

 

Witam. W pewien majowy dzień, wybrałam się za miasto. Kiedyś widziałam stary sad, i tam właśnie chciałam pojechać. Zabrałam ze sobą słodycze firmy ,,Dr Gerard”, i wyruszyłam do czarodziejskiego sadu. Musiałam tam dojechać podmiejskim autobusem. Sad znajdował się kilka kilometrów za moim miastem. Tak myślę, że kiedyś tam też musiał stać dom. Jadąc autobusem rozmyślałam jak mógł wyglądać dom pośród drzew owocowych. W końcu dojechałam, i przeszłam jeszcze z pół kilometra. Była tam taka cisza. Słychać było tylko śpiew ptaków, brzęczenie pszczół. Wyciągnęłam paczkę ciastek pełnoziarnistych ,,Dr Gerard”, i ruszyłam na spacer. Chodziłam pomiędzy drzewami, oglądałam drzewa. Szukałam miejsca gdzie mógł stać dom. I znalazłam stare fundamenty, niewielkiego domu. Chyba był drewniany. W okolicy nie było innych domów, a może były, ale kiedyś. Teraz to puste pola, obsiane zbożem. Znalazłam duże drzewo na środku sadu, tam postanowiłam, że rozłożę sobie kocyk i posiedzę, lub poleżą. Tak też zrobiłam. Zaczęłam robić zdjęcia podjadając ciastka pełnoziarniste ,,Dr Gerard”. Było pięknie i tak spokojnie. Nawet spać mi się zachciało. Pomyślałam, że położę się  na chwilkę pod drzewkiem i zamknę oczka tylko na minutkę. I jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Przed położeniem się zjadłam jeszcze jedno ciastko pelnoziarniste ,,Dr Gerard”, i rozłożyłam się wygodnie na kocu. Co było dalej, i jak zakończyła się moja przygoda w sadzie, o tym w następnym poście. Pozdrawiam.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz