Witam.
W poprzednim poście zaczęłam opisywać moje przygotowanie na wystawę starych
aut. Na tą wystawę zabrał mnie kolega, ponieważ mąż był w pracy. Miałam nadzieję,
że i on po pracy dołączy. Bardziej kocha te auta niż ja. W samochodzie kolegi
znaleźli się jeszcze inni towarzysze naszej wyprawy. Zjedli moją całą paczkę ciastek
Szkolnych i wafelki Pryncypałki ,,Dr Gerard”, i mieli ochotę na więcej. Miałam
nadzieję, że dokupię jakieś słodycze ,,Dr Gerard” na miejscu. Kiedy dojechaliśmy,
byłam w szoku. Tyle samochodów nigdy nie widziałam, nawet w komisach. Nie
mogłam oderwać wzroku od kolorystyki aut.
Już od wejścia słychać było warkot silników, klaksonów i gwaru ludzi.
Zaczęliśmy oglądać auto, po aucie. Jak się domyślacie część męska popłynęła w zadawaniu
pytań dotyczących koni itp. rzeczy. Ja się na tym nie znam, ja jako kobieta
patrzyłam na kształt, kolor. I wszystkie mi się podobały, chociaż nie ukrywam
mojej słabość do samochodów dużych. I tam mi się oczka zaświecały. Niestety ciastka
Szkolne i markizy Pryncypałki ,,Dr Gerard” nie było. Były lody, wata cukrowa i
napoje. Spędziłam na tej plenerowej wystawie kilka godzin. Po pracy dołączył
mąż i przywiózł nam coś słodkiego. Były to ciastka Szkolne ,, Dr Gerard”, aż
trzy paczki. Zostaliśmy tam do samego wieczora. Nie nudziliśmy się. To
fantastyczny klimat. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz