czwartek, 15 października 2020

Małe tapetowanie.

           Dzisiaj od samego rana miałem dużo pracy. Odprowadziłem Marysię do szkoły i poszedłem na fuchę. Zabrałem „Pełnoziarniste ciastka zbożowe Vit’am” od „dr Gerard” oraz odzież roboczą, tak przygotowany mogłem przystąpić do tapetowania. Zleceniodawca jest bardzo wymagającym człowiekiem, wszystko musi mu pasować. Dokładnie mówiąc chodzi o mojego ojca. Na miejscu byłem o godzinie ósmej, mamusia proponowała kawę i śniadanie. Zgodziłem się na kawę i zaczęliśmy z tatusiem pracę. Klej był już rozrobiony, miara, nożyk, kątownik i wałek już czekały. Praca posuwała się do przodu, pasek za paskiem kładliśmy na ścianę. Mama w między czasie podawała nam ciastka Listki kruche na zmianę z rurkami waflowymi. My pracowaliśmy w jednym pokoju a mama przygotowywała obiad i słodki podwieczorek. Po szkole dołączyła do nas Marysia. Nie zaangażowała się w przygotowanie posiłku lecz wzięła pędzel w dłoń i nanosiła klej na tapetę. Nie zauważyliśmy kiedy praca była wykonana. Ściany pokryte, włączniki i gniazdka przykręcone a my siedzieliśmy przy kawie i deserze, do którego mamusia użyła wafelki Pryncypałki kokosowe. Gdy siedzieliśmy i rozmawialiśmy, zadzwonił domofon, przyszli moja ślubna i synek. Komisja odbioru technicznego była w komplecie. Oglądali każde łączenie, czy jest równo pod sufitem albo czy nie ma bąbli. Jednak po zdjęciu butów poczęstowali nas słodyczami. Potem usiedliśmy do stołu i w miłej atmosferze spędziliśmy czas. Po powrocie do domu nadal śmialiśmy się z dowcipów opowiadanych przez tatusia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz