Witam. Styczniowy dzien. Od rana biegałam po mieszkaniu. Sprząta łam, a potem miałam zrobić zakupy. Zapasy pokończyły się. Kiedy skończyłam sprzątanie i pranie, ubrałam się i poszłam na zakupy. Na dworze świeciło słońce, było mroźno, ale przyjemnie. Jeszcze trochę leżał śnieg. W pewnym momencie podbiegł do mnie mały piesek, szczekał i szczekał. Delikatnie chciałam go odpędzić, ale on nie chciał odejść. W kieszeni miałam jeszcze jedno ciastko ,,Dr Gerard”. Mały piesek złapał i pobiegł gdzieś za blok. Mogłam ruszyć dalej, a dalej to było fiku miku i leżałam jak długa. Na chodniku, po warstwą śniegu ukryty był lód. Tak zaoferowana byłam pieskiem, że nie patrzyłam co mam pod nogami. I leżałam. Sama do siebie śmiałam się. A tu pach i mały piesek był przy mnie i zaczął mnie lizać po twarzy. Jak głupia śmiałam się na głos, po chwili usłyszałam głos starszej pani i pytanie czy mi pomóc. Podziękowałam i powoli wstawałam, piesek nadal mnie lizał. Pani odganiała Borusia, to był piesek tej pani. Kiedy wstałam, otrzepałam się ze śniegu, zaczęłam rozmawiać z panią. Była miła jak jej piesek. Pożegnałam się i udałam na zakupy. Kupiłam słodycze ,,Dr Gerard”, były to ciastka Pryncypałki o smaku orzechowym i ciastka kruche korzenne Cookie Man. Kiedy wróciłam do domu, nadal się uśmiechałam do siebie, chociaż cztery litery nieźle mnie bolały. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz