piątek, 14 lutego 2020

No to jedziemy.

Przyszedł dzień, w którym mieliśmy się wstawić w wyznaczonym sanatorium w Iwoniczu Zdroju.
Wczesnym rankiem wyjechaliśmy busem, żeby zdążyć się przesiąść na kolejny autobus, który zawiózł nas na miejsce.  W autobusie miejsca mieliśmy zarezerwowane, więc z tym nie było problemu. Walizki daliśmy do bagażnika, tylko podręczna torba do autobusu.  Ujechaliśmy kawałek, a mąż zaczyna się denerwować, że dlaczego wszystkie słodycze Dr Gerarda wpakowałam do walizki i nic nie wzięłam do torby. Otóż nie, ja byłam przezorna i do autobusu też wzięłam ciastka Choco cool i draże Maltikeks, to takie pyszne chrupiące drobne herbatniki oblane czekoladą od Dr Gerarda.
Zaczęliśmy zajadać nasze słodycze. Z drugiej strony siedzieli starsi państwo, więc poczęstowaliśmy ich drażami Maltikeks Dr Gerarda. Bardzo nam dziękowali za herbatniczki  i tak nawiązała się rozmowa, że oni też jadą do sanatorium,  i że też do tego samego ośrodka co i my.
Czyli już w autobusie spotkaliśmy fajnych ludzi, z którymi później często, żeśmy się spotykali, bo byli bardzo weseli i mili i tak dużo nam opowiadali o sobie i o swoim trochę trudnym życiu w samotności bez dzieci, które dawno temu wyjechały za granicę i już tam zostały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz