Witam.
O rany, ale jestem przejedzona i słodka. Słodycze firmy ,,Dr Gerard” gościły na
moim stole. Nie tylko ja kupiłam kilogramy tych łakoci, ale także moja kuzynka
nie omieszkała przynieść kilka paczek ciastek Pryncytorcika i Draży. Na pewno
nie zmarnowały się, jeszcze kilka paczek mam schowane . Dni świąteczne
przebiegły spokojnie, pogoda dopisywała. Całą rodziną, i razem z gośćmi
spacerowaliśmy ulicami naszego miasta, by troszkę odpocząć od jedzenia. Kiedy
wróciliśmy do stołu, znów zaczęła się biesiada. Mięsko, sałatki, jajeczka oraz
kilogramy słodyczy ,,Dr Gerard”, lądowały w naszych brzuszkach. Dzieciaczki zajadały
się ciastkami Biszkoptami Pasja wiśniowymi i Drażami. Odchodziły od stołu, by
na chwilkę pobawić się, a potem wracały po ciastka Draże. Bawiło nas to, i zastanawialiśmy
się, gdzie się to wszystko pomieści w tak małych brzuszkach. W lodowce troszkę
zostało jedzenia, które zamroziłam. Jednak były też takie rzeczy, które nie
dały się zamrozić. Takie jedzenie zaniosłam do sąsiadów. Starsze małżeństwo, które chętnie korzysta z moich gotowych dań.
Ja nie wyrzucam, a oni nie muszą gotować. Sytuację materialną nie mają za
ciekawą, więc pomagam im jak mogę. Na święta chciałam ich zaprosić, ale
odmówili. Powiedzieli, że są to święta rodzinne. Byłam u nich na chwilkę, z życzeniami
i czymś słodkim, czyli ciasteczkami Pryncytorcikiem ,,Dr Gerard”. A teraz czas
na sprzątanie po świętach. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz