Sto
lat, sto lat niech żyje, żyje nam… tak wczoraj śpiewaliśmy mojemu bratankowi. Duży
z niego chłop. Skończył pięć lat. Imprezę typu Kinder party przygotował mój
brat, czyli ojciec jubilata. Były skrzydełka w ostrej panierce, kiełbaski, jajeczka,
sałatki. Nie mogło zabraknąć tortu, placków i deserów. Dzieci miały swój
zakątek, na stoliku były napoje niegazowane oraz słodycze „dr Gerard”. W oczy
rzuciły mi się pierniki Gingerbreads i ciastka Listki kruche. W centralnym
miejscu na stole stał tort. Taki kolorowy, z masą cukrową i marcepanowymi
figurkami. Wyglądał tak zachęcająco, jednocześnie tak ładnie, że szkoda było go
ciąć. Po prostu dzieło sztuki kulinarnej. Te figurki to były postacie
kreskówek. Jak przypomnę swoje urodziny za dzieciaka i jak dekorowany był tort,
to smutno się robi. Kiedyś robiło się czopy z kremu lub szprycą kulawe napisy i
wisienki układane na kremie. Teraz to sztuka, kremy, TYNKI, masy cukrowe lub
marcepanowe, zdjęcia żelowe lub na opłatku, figurki i listki oraz kwiatki cukrowe.
Brokaty, barwniki, cyferki, literki wszystko można kupić.
Pewnie
się zastanawiacie, dlaczego wyróżniłem słowo TYNKI? Dlatego, że po raz pierwszy
spotkałem się z tą nazwą związaną z cukiernictwem a nie z budowlanką. Dopytywałem
brata, co to jest? Skończył szkołę gastronomiczną, więc musi wiedzieć. Nie myliłem
się. Wytłumaczył mi, że tynk, czyli krem nakłada się na dopiero, co złożony
tort. Na boki i górę, przed nałożeniem masy cukrowej lub marcepanowej. Po to,
aby wyrównać i wygładzić tor. Czasami tynkiem zasłaniamy różnego rodzaju
pęknięcia, wgniecenia czy dziury. Najczęściej jest to krem ma bazie utartego
masła albo z mlekiem kondensowanym słodkim albo z białkami jaj i cukrem. Taką masę
nie wkładamy do lodówki. Nakładamy na biszkopt a następnie dekorujemy masą
cukrową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz