środa, 14 września 2022

Wypad nad Morze.

          W ubiegłą sobotę wybraliśmy się do Władysławowa. Tym razem nie samochodem, lecz autokarem. Była to zorganizowana wycieczka, w której uczestniczyła nasza bliższa i dalsza rodzina oraz znajomi. Szwagier dogadał się z Kuzynką, wynajęli nowoczesny autobus. W opłacie wliczone było ubezpieczenie i dojazd. Słodycze Dr Gerard każdy brał w swoim zakresie. Wyjazd zaplanowany był na godzinę piątą rano. Zajęliśmy miejsca i ruszyliśmy na północ. Cieszyłem się, że i w tym roku poczuję morską bryzę, że zamoczę nogi. Dojazd zajął cztery godziny. Młodsze dzieci przespały większość tego czasu. Gdy się obudziły, były częstowane przez Ciocie słodyczami. Moja Małżonka zaprała herbatniki Animals. Ja chrupałem słone krakersy. Na miejscu okazało się, że pogoda nie pozwoli na plażowanie. Poszliśmy zobaczyć port i na spacerek brzegiem Morza. Tam mogliśmy zaplanować dzień. Postanowiliśmy wypić kawę i odwiedzić Muzeum Figur Woskowych. Jeszcze przed obiadem poszliśmy do Lunaparku. Gdzie dzieciaki szalały na karuzeli łańcuchowej, „młocie i filiżankach”. Mimo niskiej temperatury i przelotnego deszczu stragany z pamiątkami były otwarte. Co nie umknęło uwadze najmłodszych. Po obiedzie przejechaliśmy się meleksem wokół Władysławowa. Kierowca był super, buzia mu się nie zamykała. Opowiadał historie związane z historią miasta, ludźmi tam mieszkającymi. Runda trwała godzinę. Przed wyjazdem do domu przeszliśmy się Aleją Gwiazd Sportu i zdobyliśmy Koronę Himalajów. Tak się składa, że w mojej rodzinie sport zajmuje ważną część życia, więc był to jeden z ważniejszych punktów tej wycieczki.

          Wyjazd zaplanowany był na 18:10, wszystko, aby kierowca nie przekroczył czasu pracy. W drodze powrotnej była przerwa na maczka. W domu byliśmy po dwudziestej trzeciej. To był super wypad. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz