piątek, 14 lutego 2020

Wspomnienia z lata



   Choć minęło od tej pory sporo czasu, to moment w którym poznaliśmy się z Mieczysławem, raczej pamiętam dobrze. Początkowo nie wiedziałem od czego zacząć z nim rozmowę, ale po chwili postanowiłem że zacznę od zapytania go wprost:

- Dlaczego mówią na ciebie – „Rudy”, skoro nie widać na tobie ani jednego włosa poza czarnymi. Chyba nawet nie ma jednego siwego… Farbujesz się czy jak?

   Spojrzał na mnie przymrużonym okiem, lekko ruszył wąsem, wziął do ust nadłamany kawałek ciastka - torcik zbożowy, firmy Dr Gerard – i zrewanżował się pytaniem:

- Marek nie opowiedział ci?

- Z Markiem to można rozmawiać o sprawach bieżących… O tym co robił, jak robił, co ma jeszcze zrobić, co ma kupić i do czego jest to jemu potrzebne. Ale nie o takich sprawach! Zresztą nie pytam ciebie z jakiejś dociekliwości, tylko że jestem po prostu zaskoczony – z czystej ciekawości. Ot – po prostu, bo to dla mnie jest dziwne…

   Mieczysław lekko się uśmiechnął. Popatrzył spokojnie w na mnie – a ja tym razem sięgnąłem w kierunku smakołyków leżących na stole. Zastanawiałem się nad tym które mam wziąć - ciastka rurki waflowe Rolls Rolls, czy Pryncypałki o nowym orzechowym smaku… Wziąłem zatem po jednym z obu. Draże zostawiłem dla Marka, bo lubi się nimi bawić… to znaczy – podrzuca i łapie je do ust.

   W pewnej chwili, kilka metrów od nas pojawił się w ogrodzie, nieodzowny przyjaciel Marka a zarazem jego wierny żołnierz – mały kolorowy i niezwykle zadziorny kogut - liliput. Zaczął on piać co chwilę, miał opuszczone skrzydła, co chwilę opuszczał swój łeb, udając że niby coś dziobie. Chodem półkolistym – odwracając się to w jedną, to w drugą stronę, bez przerwy przybliżał się do nas. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że jeśli szwagier nie pojawi się zaraz, to może dojść do jakiejś nieprzyjemnej sytuacji…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz