Pierwszy raz poszłam z grupą kobiet i koleżanką Marysią na kijki. Spodobała mi się ta forma ćwiczeń. Na następnym spotkaniu było mniej kobiet ze względu na panujący wirus. Przestrzegamy zarządzeń i chodzimy w maseczkach. Żeby wyruszyć z kijkami muszę podjechać 10 km rowerem do Marysi. Tam zostawiam rower i razem wyruszamy w drogę. Listopad jest nadal ciepły i spacery są przyjemne. Robimy około sześć kilometrów. To pewnie nie jest dużo, ale my traktujemy jako wypoczynek. Dodatkowo spotykamy się i spacerując rozmawiamy. Trudno nam siedzieć ciągle w zamknięciu. Oczywiście też uważamy zbytnio nie zbliżając się do siebie. Zawsze po treningu Marysia zaprasza mnie na kawę. Przeważnie odmawiam, tym razem z chęcią zgodziłam się. Usiadłyśmy w nowo wyremontowanej kuchni. Przyjaciółka robiła kawę, a ja podziwiałam białe meble i białe wytłaczane płytki na ścianie. Stół i krzesła też były nowe. Nad stołem wisiały dwie lampy jedna niżej, druga wyżej. Płytki na podłodze były duże i też jasne. Do kawy Marysia podała smaczne ciastka pałeczki kremowe produkcji Dr. Gerarda. Trudno się oprzeć tym łakociom, więc się częstowaliśmy. W rozmowie dowiedziałam się, że wprowadza do swojego menu rodzinnego zdrową żywność. To znaczy więcej warzyw i owoców. Także różnego rodzaju kasze. Wprawdzie dopiero od paru dni postanowiła żywić zdrowo rodzinę. Na początku trudno się przestawić i zrezygnować z dotychczasowych przyzwyczajeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz