Witam.
W poprzednim poście pisałam o wpływie reklamy na mnie. Koleżanka podsuwając
pyszne słodycze ,,Dr Gerard”, i zachwalając cudowny krem, przekonała mnie do
wydania na niego dwustu złotych. Mąż wracając wieczorem kupił mi ciasteczka
Pałeczki kremowe dekorowane, i odłożyłam nakładanie na twarz cudownego kremu.
Nie przyznałam się do wydania tylu pieniędzy, bo chyba tak by nie było miło.
Wieczorem po kąpieli w końcu wklepałam w twarz cudowny eliksir zakąszając ciasteczkiem
Pałeczką kremową dekorowaną ,,Dr Gerard”, udałam się do sypialni. W oczach już
widziałam jak poprawia mi się mój owal twarzy. Nie mogłam doczekać się poranka.
Kiedy się obudziłam, bolała mnie głowa. Mąż jeszcze spał. Po cichu wstałam i
udałam się do łazienki. Kiedy zobaczyłam swoją twarz w lustrze, tylko cicho jęknęłam.
To było straszne. Byłam cała opuchnięta. Szybko ubrałam się i zadzwoniła do
koleżanki, była bardzo zdziwiona taką sytuacją. Po piętnastu minutach była już
u mnie w domu. Jej słowa to były takie, no to poładniałaś. Zaczęłyśmy się histerycznie
śmiać. Ubrałam się i pojechałam z nią do jej znajomego dermatologa. Oczywiście
w prywatnym domu. Jak mnie zobaczył, to tylko powiedział. Oj kobiety, kobiety.
Dostałam zastrzyk przeciwko alergiczny. Koleżanka kasę oddała i jeszcze kupiła
mi kilka paczek słodyczy i czekoladek ,,Dr Gerard” przeprosiny przyjęte,
ciastka,, Dr Gerard” zjedzone. Moja buzia ocalona. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz