Witam.
Cudne mam dni, pełne słońca i słodyczy firmy ,,Dr Gerard”. Siedząc na ławeczce
pod blokiem, popijając kawę i jedząc ciastka Krakersy Artur ,,Dr Gerard”,
usłyszałam wrzask. Automatycznie wstałam, i zaczęłam się oglądać. Szukałam
miejsca skąd usłyszałam krzyk. Niestety nic nie zobaczyłam, pomyślałam, że mi
się przesłyszało. Jednak po kilku minutach znów było to samo. Teraz głos
dobiegał z piwnicy. Postałam po schodach na dół. W piwnicy było ciemno,
zaświeciłam światło, i znów nasłuchiwałam. Ponownie usłyszałam cichy krzyk.
Wiedziałam z jakiej piwnicy on dobiega. Poszłam tam, i oczom nie wierzyłam.
Starsza pani, sąsiadka z góry zaklinowała się za ogromną szafą. Jak zaczęła mi
tłumaczyć, chciała coś wyciągnąć, i tak tam została. Ucieszyła się na mój
widok. Starałam się odsunąć szafę, ale nie była to prosta sprawa. Musiałam coś
zrobić. Pobiegłam po pomoc do kolegi. Po chwili szamotaliśmy się z wielką
szafą, ale udało się. Pani była wolna, ucieszona. Podziękowań nie było końca.
Była wystraszona. Zamknęłam piwnicę, a sąsiadkę posadziłam na ławce. Dałam jej
szklankę wody z cytryną oraz ciastko Krakers Artur ,,Dr Gerard”. Próbowałam ją
uspokoić. Udało się. Odpoczęła, uspokoiła się, a potem wyruszyła na zakupy. Jak
się okazało po kilka paczek Markiz ,,Dr Gerard”. Były to ciastka pełnoziarniste i ciastka Kremisie.
Poprosiła, abym podzieliła się nimi z kolegą, który pomagał w akcji, wyciągania
sąsiadki za szafy. Teraz to się śmiałyśmy obie z tej sytuacji. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz