Pierwszą rzeczą po
tym jak się obudziłem, były sceny ze snu. Najpierw sprawdziłem to, czy Gabrysia
swój telefon położyła wieczorem na miejscu – i czy nadal on się tam znajduje.
Jednak to zaprogramowane bezduszne głupie ustrojstwo, bez najmniejszego znaku
życia leżało jak kłoda tam gdzie się go położyło. Sprawdziłem jeszcze tak na
wszelki wypadek, czy nie jest to czasem jakaś atrapa, ale po stuknięciu go w
ekran, włączył się wyświetlacz, tym samym oznajmiając czas. Pamiętam dokładnie,
że była wtedy 08:11. Dla mnie to znamionowy czas, gdyż dokładnie o tej godzinie
Bóg zesłał mnie na ten świat – czyli popularnie mówiąc, wtedy właśnie się
urodziłem. Gabrysia spała jeszcze bardzo głęboko. Musiałem pochylić się nad nią
na kilka centymetrów, aby usłyszeć jej oddech. Po niebie przesuwały się
miejscami ciemne chmury, lecz pomiędzy nie przedzierały się jasne i ciepłe
promienie słoneczne. Uchyliłem okno, przez szparę którego zaczęło się wdzierać
rześkie i czyste powietrze. Po nocnych opadach czuć było sporo wilgoci, lecz
wszystko dookoła szybko osychało. Powoli nasilał się szum samochodów,
przejeżdżających po nieopodal położonej ruchliwej ulicy, które to pojazdy
tłumiły gwizdanie ciągle śpiewającego kosa. Pomyślałem sobie, że gościu z
playbacku leci, bo ileż można tak ciągle śpiewać i śpiewać… W głowie, oraz
przed oczyma ciągle miałem sceny z nocnego snu – a zwłaszcza tę chwilę, kiedy
Gabrysia płaciła telefonem za zakupione przez nas smakołyki firmy Dr Gerard:
- ciastka Mafijne Brownie
- biszkopty Pasja wiśniowa
- ciastka wielozbożowe Dr Gerard Deli Grano w wersji z
kalafiorem lub z burakiem
- ciastka Kremówka Dekorowana Śmietankowo – Morelowa
- wafelki Pryncypałki
Gabrysia zaczęła się niemrawo kręcić – może uchylone okno
miało na to jakiś wpływ… A ja poszedłem do łazienki aby się ogolić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz