poniedziałek, 18 maja 2020

Poranek



   Pierwszą rzeczą po tym jak się obudziłem, były sceny ze snu. Najpierw sprawdziłem to, czy Gabrysia swój telefon położyła wieczorem na miejscu – i czy nadal on się tam znajduje. Jednak to zaprogramowane bezduszne głupie ustrojstwo, bez najmniejszego znaku życia leżało jak kłoda tam gdzie się go położyło. Sprawdziłem jeszcze tak na wszelki wypadek, czy nie jest to czasem jakaś atrapa, ale po stuknięciu go w ekran, włączył się wyświetlacz, tym samym oznajmiając czas. Pamiętam dokładnie, że była wtedy 08:11. Dla mnie to znamionowy czas, gdyż dokładnie o tej godzinie Bóg zesłał mnie na ten świat – czyli popularnie mówiąc, wtedy właśnie się urodziłem. Gabrysia spała jeszcze bardzo głęboko. Musiałem pochylić się nad nią na kilka centymetrów, aby usłyszeć jej oddech. Po niebie przesuwały się miejscami ciemne chmury, lecz pomiędzy nie przedzierały się jasne i ciepłe promienie słoneczne. Uchyliłem okno, przez szparę którego zaczęło się wdzierać rześkie i czyste powietrze. Po nocnych opadach czuć było sporo wilgoci, lecz wszystko dookoła szybko osychało. Powoli nasilał się szum samochodów, przejeżdżających po nieopodal położonej ruchliwej ulicy, które to pojazdy tłumiły gwizdanie ciągle śpiewającego kosa. Pomyślałem sobie, że gościu z playbacku leci, bo ileż można tak ciągle śpiewać i śpiewać… W głowie, oraz przed oczyma ciągle miałem sceny z nocnego snu – a zwłaszcza tę chwilę, kiedy Gabrysia płaciła telefonem za zakupione przez nas smakołyki firmy Dr Gerard:
- ciastka Mafijne Brownie
- biszkopty Pasja wiśniowa
- ciastka wielozbożowe Dr Gerard Deli Grano w wersji z kalafiorem lub z burakiem
- ciastka Kremówka Dekorowana Śmietankowo – Morelowa
- wafelki Pryncypałki
Gabrysia zaczęła się niemrawo kręcić – może uchylone okno miało na to jakiś wpływ… A ja poszedłem do łazienki aby się ogolić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz