wtorek, 12 stycznia 2021
Lekarstwo na stres
Już dawno nie musiałem wstać tak wcześnie, jak tego dnia właśnie… I tak przejąłem się tym, że aż źle się czułem z myślami o tym, że niemal w środku nocy – kiedy prawie wszyscy sobie smacznie śpią, przewracając się na szósty bok – ja będę musiał, w tę szaro burą jesień, obudzić się i wstać. Drżącymi z emocji rękami, nastawiłem budzik w smart fonie – na piątą trzydzieści. Podrapałem się zaraz po tym po głowie, po czym stwierdziłem, że prawdopodobnie na śpiąco wyłączę „złoczyńcę” i finał będzie taki że wstanę o stałej porze – czyli gdzieś około południa… Zatem – nie wyłączając budzika o nastawionej już godzinie – nastawiłem drugie – a właściwie to pierwsze budzenie, na kwadrans wcześniej. Czyli na piętnaście po piątej rano. Strasznie byłem zestresowany tym wszystkim, co raniutko następnego dnia ma się wydarzyć. Pod wpływem tego stresu, co jakiś czas podjadałem Gabrysi, jej ulubione smakołyki – czyli produkty firmy Dr Gerard:
- biszkopty
- ciastka Pryncypałki
- ciastka Pasja wiśniowe
- herbatniki
- draże
Tego dnia smakowały mi one wszystkie, jak nigdy dotąd. Gabrysia zaczęła denerwować się, że przesadzę z tym podjadaniem i w nocy odczuję tego skutki, ale jeszcze bardziej zachodziła w głowę, że nic nie zostanie dla niej na rano. Rzeczywistość okazała się taka, że jednak nie zjadłem Gabrysi wszystkich jej słodyczy… Jednakże noc miałem „przewaloną” z powodu gonitwy myśli, które bez przerwy pojawiały się w mojej głowie. Efekt tego był taki, że zasnąłem dopiero nad ranem. A najlepszy sen nadszedł wtedy, kiedy włączył się ten potworny budzik. I tak mi on podniósł ciśnienie, że wściekły natychmiast podniosłem się i poszedłem sobie zrobić mocną kawę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz