Święta jak i Sylwester były zupełnie inne niż w poprzednich latach. Musieliśmy je spędzić w ścisłym gronie rodzinnym. Nasza córka jest pielęgniarką i nie chciała narażać nas na zarażenie. Natomiast syn z rodziną mieszkają w Gdańsku. Z małymi dziećmi nie opłaca im się przyjechać na trzy dni, bo potem musi pójść do pracy. Z najbliższymi nam osobami rozmawialiśmy przez kamęrę. To nigdy nie zastąpi spotkania na żywo. Z nami jest najmłodsza córka Marysia, która nie może usiedzieć w domu. Chciałaby już chodzić do szkoły i spotkać się z koleżankami i kolegami. Mąż Darek uczy ją grać w szachy i Marysia jest nimi bardzo zainteresowana. Ta królewska gra nawet mnie zaciekawiła. W noc sylwestrową było podobnie oni grali, a ja im kibicowałam. Na deser wyłożyłam pryncypałki Dr. Gerarda. Chrupiąc podziwiałam cierpliwość Darka w tłumaczeniu zawiłej gry. W tle leciały sylwestrowe przeboje z telewizji. Skończyli naukę przed północą. Przygotowałam szampana bezalkoholowego i toastem przywitaliśmy Nowy Rok. Za oknami głośno wybuchały petardy. Wyszliśmy przed dom i oglądaliśmy pokaz rozświetlonych fajerwerków. Tylko mnie przerażały te głośne huki. Wieczorem dałam naszemu czworonożnemu przyjacielowi Mice środki na uspokojenie przepisane przez weterynarza. Oraz Zamknęłam go w piwnicy. Może uniknie traumy spowodowane głośnymi wybuchami. Oto w taki sposób rozpoczęliśmy Nowy 2021 rok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz