Witam.
Miesiąc luty, a za oknem jak w maju. No może nie do końca, ale jest ciepło. Z
domu wzięłam ostatnie słodycze czyli markizy i wafelki firmy ,,Dr Gerard”, i
poszłam w odwiedziny do mojej koleżanki. Miała na mnie czekać w domu. Kiedy
stałam pod jej drzwiami i dzwoniłam, i dzwoniłam. A tam cisza. W końcu zadzwoniłam
na telefon. Nie odbierała. Ładne kwiatki pomyślałam, zapomniała czy co.
Wyruszyłam w drogę powrotną do domu. Nie oddaliłam się za daleko od jej
mieszkania, kiedy zaczęła dzwonnic do mnie. Okazało się, że jest i czeka. Tylko
nie słyszała mnie. Była w piwnicy, telefon zostawiła w domu. Więc wróciłam do
niej. Koleżance wręczyłam paczkę ciastek Pasja wiśniowa ,,Dr Gerard”. Prawie mi
je wyrwała. I zaprosiła do piwnicy. Poprosiła o pomoc. No cóż było robić.
Koleżanka w potrzebie. A potrzebę miła. Bo okazało się, że słoiki jej wybuchły.
Robiła jabłka na zimę, źle za pasteryzowała. I teraz kiedy zrobiło się cieplej
w piwnicy, słoiki z jabłkami zaczęły fermentować i wybuchać. Zrobiły niezły
bajzel. Miałyśmy dużo pracy. W dwie godzinki, piwnica była jak nowa. W końcu miałyśmy
czas na kawkę i ciastka czyli markizy ,,Dr Gerard”. Koleżanka tylko
powiedziała, że koniec z przetworami na zimę.
Tyle się narobiła, i wszystko poszło do śmieci. Ja miałam ubaw, ale koleżance
nie było do śmiechu. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz