U babci fajnie jest…
Ale wszystko co jest nawet najlepsze, kiedyś musi się skończyć. Zjedliśmy
znakomitą sałatkę, pogadaliśmy jeszcze chwilę w spokoju z babcią, później
pomogłem jej jeszcze przesadzić rozsady z inspektu do kubków. Babcia
skrupulatnie mówiła mi co jak się nazywa, ale ja i tak dalej nie mam pojęcia o
tych wszystkich babci roślinkach. Podarowałem jeszcze na koniec babci Jadzi
pakiet słodyczy firmy Dr Gerard – Pryncypałki, ciastka Listki z cukrem i polewą,
Artur Krakersy solone, draże… Niech sobie zrobi w wolnej chwili jakiś deser,
albo słone przekąski – na przykład smaczną sałatkę… Zostawiłem sobie tylko coś
na przegryzkę w trasie – i komu w drogę, temu czas wsiąść na rower… A przede
mną kawał asfaltu… Lecz nie odległość była mi straszna, ale prognoza pogody,
którą to zapowiadali meteorolodzy. Trzeba przyznać, że wiosna tego roku nie
zachwyca. Jak jeden – dwa dni jest lepiej, to później tydzień leje i ziąb
niczym w listopadzie. I tak właśnie, po ładnym weekendzie, miało nadejść nagłe
załamanie pogody w całym kraju. W górach To i nawet sporo śniegu zapowiadano –
a w Zakopanem rzekomo już biało się zrobiło. Babcia – jako kobieta troskliwa –
przejęła się bardzo tym, że na rowerze miałem wracać do domu. Nie pomagało
żadne przekonywanie jej, że nic mi się nie stanie, bo nie raz w gorszych
warunkach przecież jeździłem. To fakt że lekko się ubrałem, ale te dwadzieścia
kilometrów powinienem pokonać jeszcze przed zapowiadanymi anomaliami. Ale
babcię im więcej się przekonuje, tym bardziej jest zawzięta i nie ma szans na
to, aby zmieniła swoje zdanie. Usiedliśmy zatem jeszcze przy stole,
rozłożyliśmy sobie wszystkie smakołyki jakie nam zostały i w cieple, przy
aromatycznej herbacie gawędziliśmy oboje – tyle że teraz mnie zaczęły ponosić
emocje…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz