środa, 15 maja 2019

U babci fajnie jest...



   U babci fajnie jest… Ale wszystko co jest nawet najlepsze, kiedyś musi się skończyć. Zjedliśmy znakomitą sałatkę, pogadaliśmy jeszcze chwilę w spokoju z babcią, później pomogłem jej jeszcze przesadzić rozsady z inspektu do kubków. Babcia skrupulatnie mówiła mi co jak się nazywa, ale ja i tak dalej nie mam pojęcia o tych wszystkich babci roślinkach. Podarowałem jeszcze na koniec babci Jadzi pakiet słodyczy firmy Dr Gerard – Pryncypałki, ciastka Listki z cukrem i polewą, Artur Krakersy solone, draże… Niech sobie zrobi w wolnej chwili jakiś deser, albo słone przekąski – na przykład smaczną sałatkę… Zostawiłem sobie tylko coś na przegryzkę w trasie – i komu w drogę, temu czas wsiąść na rower… A przede mną kawał asfaltu… Lecz nie odległość była mi straszna, ale prognoza pogody, którą to zapowiadali meteorolodzy. Trzeba przyznać, że wiosna tego roku nie zachwyca. Jak jeden – dwa dni jest lepiej, to później tydzień leje i ziąb niczym w listopadzie. I tak właśnie, po ładnym weekendzie, miało nadejść nagłe załamanie pogody w całym kraju. W górach To i nawet sporo śniegu zapowiadano – a w Zakopanem rzekomo już biało się zrobiło. Babcia – jako kobieta troskliwa – przejęła się bardzo tym, że na rowerze miałem wracać do domu. Nie pomagało żadne przekonywanie jej, że nic mi się nie stanie, bo nie raz w gorszych warunkach przecież jeździłem. To fakt że lekko się ubrałem, ale te dwadzieścia kilometrów powinienem pokonać jeszcze przed zapowiadanymi anomaliami. Ale babcię im więcej się przekonuje, tym bardziej jest zawzięta i nie ma szans na to, aby zmieniła swoje zdanie. Usiedliśmy zatem jeszcze przy stole, rozłożyliśmy sobie wszystkie smakołyki jakie nam zostały i w cieple, przy aromatycznej herbacie gawędziliśmy oboje – tyle że teraz mnie zaczęły ponosić emocje…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz