Znów miałem dziwny
sen… Mianowicie było to tak, że Gabrysi zginął telefon. Że chyba ktoś jej go
ukradł, ale dokładnie nie jestem pewny jak to było, bo jakiś telefon jednak
miała, ale chyba nie ten. Najpierw próbowałem do niej zadzwonić, lecz nie udało
mi się to. Ani żadnego sygnału nie było, ani żadna „tasiemka” nic nie
komunikowała. A ten telefon który Gabrysia trzymała w rękach – również milczał
jak pień. Nawet nie tyle że milczał, co wcale nie działał. W pewnym momencie
zaczęło coś szumieć z głośniczka, ale nie wiedziałem – czy to z mojego
telefonu, czy też z tego niedziałającego Gabrysi. Przystawiłem swój do ucha –
cisza… Gabrysia też przystawiła swój, ale stwierdziła że u niej również jest
cisza. Chyba jednak przestało szumieć, bo przestaliśmy zwracać na to uwagę.
Zacząłem się zastanawiać nad tym, gdzie mogła zgubić, albo zostawić ten
telefon… Może płaciła nim gdzieś w jakimś sklepie i tam coś się z nim stało? I
jakby natychmiast po tym, przenieśliśmy się oboje do sklepu i kupowaliśmy tam w
nim nasze ulubione smaczne produkty firmy Dr Gerard:
- ciastka Mafijne Brownie
- biszkopty Pasja wiśniowa
- ciastka wielozbożowe Dr Gerard Deli Grano w wersji z
kalafiorem lub z burakiem
- ciastka Kremówka Dekorowana Śmietankowo – Morelowa
- wafelki Pryncypałki
I dokładnie pamiętam ten moment, jak Gabrysia płaciła swoim
telefonem. I po zapłaceniu wystąpił ten charakterystyczny dźwięk… Tyle że, to
nie był ten smart fon który posiada obecnie, tylko jeszcze ten wcześniejszy.
W tym momencie
obudziłem się. Za oknem deszcz lał tak mocno, że przez uchylone okno słychać
było mocny szum. Nie przeszkadzało to jednak kosowi gwizdać w niezwykle efektowny
sposób. Sprawdziłem czas – dochodziła 04:30. Zamknąłem okno i położyłem się
spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz