Witam.
W poprzednim poście pisałam, o dniu szczęśliwym. Szczęśliwym, bo w końcu
napadał upragniony śnieg. I kiedy za oknem zobaczyliśmy biały puch, postanowiliśmy
pojeździć na nartach. Przygotowałam na tą okazję kilka paczek słodyczy firmy
,,Dr Gerard”, dwa termosy z gorącymi napojami i wyruszyliśmy w drogę. Na
miejscu okazało się, że nie było właściciela. Właściciel czekał sobie spokojnie
na klientów we własnym domu. Dojechanie do nas zajęło mu piętnaście minut. W
końcu moja rodzina zaczęła szaleć na stoku, a ja z panem właścicielem jadłam
ciastka Biszkopty ,,Dr Gerard”, i rozmawiałam. Po godzinie zaczęli przyjeżdżać
inni amatorzy śnieżnych zabaw. Było coraz więcej osób. Pan właściciel
powiedział, że przynieśliśmy jemy szczęście. Za to, i za poczęstunek pysznymi
ciasteczkami Pasją wiśniową ,,Dr Gerard”, podarował mojej rodzinie dwie godziny
gratisowego zjeżdżania. Oni się bawili, a mnie nie było wesoło. Zaczynałam
marznąc. Ciastka się kończyły i gorąca herbata także. Jednak pan właściciel nie
zostawił mnie w potrzebie. Zaprosił mnie do swojej cieplutkiej kanciapy. Zrobił
gorącą herbatę, i znów troszkę rozmawialiśmy, rozmowę przerywali nowi goście.
Na tym stoki siedzieliśmy do wieczora. Rodzinka była bardzo zmęczona, ja
natomiast odprężona i wypoczęta. Mąż się śmiał i pytał, czy ma być zazdrosny.
No niech tam będzie troszeczkę. Ostatnia paczka ciastek Pryncypałek ,,Dr
Gerard” i powrót do domu., Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz