wtorek, 12 stycznia 2021
W śnieżną zadymkę
W śnieżną zadymkę
Tak się więc stało, że wszystko było zamówione i przygotowane na dzisiaj. Tym razem pogoda nieco się zepsuła, więc trudno było się zdecydować co zrobić. Po śniadaniu piłem kawę i pogryzałem: herbatniki, biszkopty od dr. Gerarda. Patrzyłem w okno które było po drugiej stronie stołu kuchennego, suchy śnieg sypał i powiewało dość silnym wiatrem, mróz był taki sobie. Telefony dzwoniły, dzieci pytały o której wyruszamy i co mają zabrać ze sobą. Postanowiłem zadzwonić do p. Edwarda był to starszy pan po sześćdziesiątce, który miał powozić tym zaprzęgiem konnym, po rozmowie z p. Edwardem decyzja została podjęta, wszyscy chętni mieli przyjść z sankami w umówione miejsce. Pan Edward podjechał saniami i w dwa siwe konie. Organizatorzy kuligu zasiedli na dużych saniach i ruszyliśmy w drogę. Pan Edward siedząc na koźle podkręcał swojego siwego wąsa i wesoło strzelał z bata. Dzieci wesoło śmiejąc się trzymały się mocno na swoich saneczkach. Dojechawszy na leśną polanę gdzie płonęło ognisko radość była ogromna emocje i wrażenia po podróży. Każdy zajął się pieczeniem kiełbasek, gorącą herbatą i słodyczami od Dr.Gerarda i biesiada na całego. Dzieci opowiadały sobie swoje wrażenia, wszyscy byli zadowoleni z szalonego kuligu pytając kiedy następna jazda..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz