W ten długi wiosenny weekend wyjechaliśmy całą rodziną za
granicę. Dokładniej do mojej siostry Marysi, która na stałe mieszka w Czechach.
Dzieci Monika i Karol nie mogli się doczekać. Kupiłam skromne upominki dla
siostrzeńców oraz dla siostry. Mąż Mirek był kierowcą, Ja chciałam go wymienić,
ale twierdził, że nie trzeba. Robiliśmy trzy razy postoje na odpoczynek. Marysia
z rodziną mieszkają w miejscowości uzdrowiskowej. Wokoło jest dużo drzew i
niedaleko płynie większa rzeka. Szczęśliwie bez komplikacji zajechaliśmy na
miejsce. Gospodarze już na nas czekali. Przywitaliśmy się ze wszystkimi i
daliśmy podarunki. Marysia poczęstowała nas obiadem. Po posiłku Mirek poszedł
na krótką drzemkę. Przy piciu kawy przypomniałam
sobie o spakowanych w pośpiechu kilku paczek smacznych ciasteczek produkcji Dr.
Gerarda. Pobiegłam do torby i zaraz je przyniosłam. Siostra pokroiła ciasto z
bitą śmietaną i obok ułożyła moje
ciasteczka. Przy takich rarytasach długo siedzieliśmy. Dzieci rozmawiały
w pokoju. Siostra na talerzyku zaniosła im ciastka. Następnego dnia wspólnie
wyruszyliśmy zwiedzać Czechy. Marysia wraz z mężem wcześniej zaplanowali ciekawe
miejsca. Dzieci trochę marudziły, ale to było do przewidzenia. Do auta
spakowaliśmy prowiant oraz picie. Po
drodze kupowaliśmy lody, które bardzo nam smakowały. Cały pobyt spędzaliśmy na
zwiedzaniu, oglądaniu i spacerze. Wieczorami przyjeżdżaliśmy do domu. Nawet
Marysia z mężem pierwszy raz byli w niektórych miejscach. W niedzielę przed
południem pożegnaliśmy gospodarzy i zaprosiliśmy do Polski. W wakacje planują
przyjechać na tydzień do rodziców i przy okazji wstąpią do nas. W powrotnej
drodze było dużo ruchu na trasie. Widocznie ludzie wracali z tak zwanej
majówki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz