piątek, 13 stycznia 2017

wspomnienia sylwestrowe



Prawie dwa tygodnie minęły od hucznego Sylwestra w Zakopanym. Z mężem i z grupką znajomych pojechaliśmy w góry. Dwa miesiące wcześniej zarezerwowaliśmy kwaterę około trzech kilometrów od głównej imprezy. Wyjątkowo w tym czasie był silny mróz. Wspaniale bawiliśmy się z tłumem ludzi czekających na Nowy 2017 rok. Skoczna muzyka i śpiewający piosenkarze umilali nam czas. Po przywitaniu nadchodzącego roku złożyliśmy sobie życzenia i oglądaliśmy kolorowe fajerwerki wystrzeliwane w niebo. Dopiero o godzinie drugiej wróciliśmy do tymczasowego mieszkania. Po drodze trochę biegliśmy, by nie zamarznąć. Zgodnie stwierdziliśmy, że ten sylwester był udany. Pod wieczór spakowani weszliśmy do auta, ale nie mogliśmy nim ruszyć. Dopiero gospodarz domu podłączył kabelkami od swojego auta i akumulator zaskoczył. Podziękowaliśmy i ruszyliśmy do Krakowa. Po drodze wyjęłam dwie paczki ciastek produkcji Dr. Gerarda Witam Ciastka na dzień dobry i pryncytorcik. Zanim zajechaliśmy, to po ciastkach nie było śladu. Za parę dni zachorowałam zaczęłam kaszleć i miałam wysoką gorączkę. Lekarz po badaniu powiedział, że mam zapalenie oskrzeli. Dostałam antybiotyk, po którym nie było poprawy. Wręcz przeciwnie jednej nocy dostałam duszności i mąż zadzwonił na pogotowie. Wysłuchano zmiany w płucach i karetką pojechałam do szpitala. Po drodze dostałam maskę z tlenem. Całą  noc przeleżałam na sali obserwacyjnej, bo nie było miejsc. W końcu trafiłam na oddział wewnętrzny. Tam wdrożono  odpowiednie leczenie. Na sali leżało ze mną sześć pacjentek z różnymi schorzeniami. Goście przynosili mi smaczne ciasteczka Dr. Gerarda. Chciałam jak najszybciej opuścić szpital, ale dopiero po dwóch tygodniach udało mi się wyzdrowieć. Prawdopodobnie były to uboczne skutki udanego sylwestra. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz