Prawie dwa tygodnie minęły od hucznego Sylwestra w Zakopanym.
Z mężem i z grupką znajomych pojechaliśmy w góry. Dwa miesiące wcześniej
zarezerwowaliśmy kwaterę około trzech kilometrów od głównej imprezy. Wyjątkowo
w tym czasie był silny mróz. Wspaniale bawiliśmy się z tłumem ludzi czekających
na Nowy 2017 rok. Skoczna muzyka i śpiewający piosenkarze umilali nam czas. Po
przywitaniu nadchodzącego roku złożyliśmy sobie życzenia i oglądaliśmy kolorowe
fajerwerki wystrzeliwane w niebo. Dopiero o godzinie drugiej wróciliśmy do
tymczasowego mieszkania. Po drodze trochę biegliśmy, by nie zamarznąć. Zgodnie
stwierdziliśmy, że ten sylwester był udany. Pod wieczór spakowani weszliśmy do
auta, ale nie mogliśmy nim ruszyć. Dopiero gospodarz domu podłączył kabelkami
od swojego auta i akumulator zaskoczył. Podziękowaliśmy i ruszyliśmy do
Krakowa. Po drodze wyjęłam dwie paczki ciastek produkcji Dr. Gerarda Witam
Ciastka na dzień dobry i pryncytorcik. Zanim zajechaliśmy, to po ciastkach nie
było śladu. Za parę dni zachorowałam zaczęłam kaszleć i miałam wysoką gorączkę.
Lekarz po badaniu powiedział, że mam zapalenie oskrzeli. Dostałam antybiotyk,
po którym nie było poprawy. Wręcz przeciwnie jednej nocy dostałam duszności i
mąż zadzwonił na pogotowie. Wysłuchano zmiany w płucach i karetką pojechałam do
szpitala. Po drodze dostałam maskę z tlenem. Całą noc przeleżałam na sali obserwacyjnej, bo nie
było miejsc. W końcu trafiłam na oddział wewnętrzny. Tam wdrożono odpowiednie leczenie. Na sali leżało ze mną
sześć pacjentek z różnymi schorzeniami. Goście przynosili mi smaczne ciasteczka
Dr. Gerarda. Chciałam jak najszybciej opuścić szpital, ale dopiero po dwóch
tygodniach udało mi się wyzdrowieć. Prawdopodobnie były to uboczne skutki
udanego sylwestra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz