Zimowa przejażdżka saniami
Obiecaliśmy tą przejażdżki naszym dzieciakom w okresie wakacji,
kiedy nikt nie myślał o zimie było to ich marzeniem zresztą jak sięgam pamięcią
będąc w ich wieku miałem takie same marzenia. Dobrze się składa, że nasi
dziadkowie mieszkają nawsi to jeszcze tam można załatwić konny zaprzęg z saniami,
więc po telefonicznym uzgodnieniu z dziadkiem przyjazd nasz ustaliliśmy na najbliższą
sobotę, dziadek kazał się śpieszyć, aby nie zginoł śnieg. W sobotę z samego
rana zapakowaliśmy się w samochód, aby jak najszybciej dojechać. Kiedy jeszcze
piliśmy herbatki i jedliśmy zwierzaki maślane zwierzaki zbożowe od Dr Gerarda
na podwórko zajechał dziadek saniami zaprzęgniętymi w dwa konie o czarnym
umaszczeniu i dzwoniącymi dzwoneczkami przy uprzęży rozparty w zimowym kożuchu
z siwymi wąsami paląc faikię wołał abyśmy zbierali się do drogi? Dorośli
usiedli w dużych saniach dzieci na małych ja też dopiąłem sobie małe sanki na końcu,
aby mieć wszystko pod kontrolą dziadek ruszył z kopyta śmigając batem śnieg
pryskał w oczy i trzeba było się dobrze trzymać dzieci tylko chichotały.
Dziadek spoglądał na nas i uśmiechał się z pod siwych wąsów na pierwszym zakręcie
wszyscy spadliśmy w zaspę śniegu, ale nikt na nic nie narzekał szybciutko pozbieraliśmy
się i dalej w drogę. W wjeżdżając w las niespodziewanie wypadło stadko
spłoszonych saren konie tak przyspieszyły, że dziadek ledwo opanował zaprzęg szybkość
była zawrotna dobrze, że droga była równa na polanę leśną gdzie zajechaliśmy
czekał na nas szwagier paląc durze ognisko gdzie mogliśmy się ogrzać zjeść
pieczone kiełbaski, Kasia wyjęła reklamówkę ze słodyczami Dr Gerarda, pryncypałki
ciastka na dziędobry wszystko smakowało wyśmienicie, konie nakryte derką prychały
patrząc na płonące ognisko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz