środa, 11 stycznia 2017

Zimowa przejażdżka saniami


Zimowa przejażdżka saniami

 

Obiecaliśmy tą przejażdżki naszym dzieciakom w okresie wakacji, kiedy nikt nie myślał o zimie było to ich marzeniem zresztą jak sięgam pamięcią będąc w ich wieku miałem takie same marzenia. Dobrze się składa, że nasi dziadkowie mieszkają nawsi to jeszcze tam można załatwić konny zaprzęg z saniami, więc po telefonicznym uzgodnieniu z dziadkiem przyjazd nasz ustaliliśmy na najbliższą sobotę, dziadek kazał się śpieszyć, aby nie zginoł śnieg. W sobotę z samego rana zapakowaliśmy się w samochód, aby jak najszybciej dojechać. Kiedy jeszcze piliśmy herbatki i jedliśmy zwierzaki maślane zwierzaki zbożowe od Dr Gerarda na podwórko zajechał dziadek saniami zaprzęgniętymi w dwa konie o czarnym umaszczeniu i dzwoniącymi dzwoneczkami przy uprzęży rozparty w zimowym kożuchu z siwymi wąsami paląc faikię wołał abyśmy zbierali się do drogi? Dorośli usiedli w dużych saniach dzieci na małych ja też dopiąłem sobie małe sanki na końcu, aby mieć wszystko pod kontrolą dziadek ruszył z kopyta śmigając batem śnieg pryskał w oczy i trzeba było się dobrze trzymać dzieci tylko chichotały. Dziadek spoglądał na nas i uśmiechał się z pod siwych wąsów na pierwszym zakręcie wszyscy spadliśmy w zaspę śniegu, ale nikt na nic nie narzekał szybciutko pozbieraliśmy się i dalej w drogę. W wjeżdżając w las niespodziewanie wypadło stadko spłoszonych saren konie tak przyspieszyły, że dziadek ledwo opanował zaprzęg szybkość była zawrotna dobrze, że droga była równa na polanę leśną gdzie zajechaliśmy czekał na nas szwagier paląc durze ognisko gdzie mogliśmy się ogrzać zjeść pieczone kiełbaski, Kasia wyjęła reklamówkę ze słodyczami Dr Gerarda, pryncypałki ciastka na dziędobry wszystko smakowało wyśmienicie, konie nakryte derką prychały patrząc na płonące ognisko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz