Witam
serdecznie, kończy mi się urlop. Od końca lata go planowałem. Wiedziałem gdzie
wyjedziemy, co będziemy robić. Jesienią zadbaliśmy o sprzęt. To pierwszy zimowy
wyjazd, więc musieliśmy wszystko kupić, narty, kombinezony, buty, kaski, czapki,
gogle itd. W końcu nadszedł pierwszy dzień urlopu, w harmonogramie miałem
zaznaczone, że jest to dzień pakowania się. Wstałem rano, gdy budzik zadzwonił.
Szybko się wyszykowałem i poszedłem po bułki do sklepu. Żonka uszykowała
śniadanie i słodką przekąskę dr Gerard, tym razem były to „Zwierzaki maślane”.
Pora wstawać, wołała z kuchni Mama. Tomek wyszedł z pokoju z zamkniętymi oczami
a Tosia coś się kręciła w łóżku. Poszedłem zobaczyć, co się dzieje, ponieważ to
do niej nie podobne, zawsze wstaje najszybciej z nas. Usiadłem na jej tapczanie
pogłaskałem po głowie, gdy się do mnie obróciła zobaczyłem jej twarz całą w
krostkach. Ospa. Plany urlopowe legły w gruzach. Do lekarza wysłałem ślubną. Pode
mną ugięły się kolana. Tyle planowania tyle obmyślania, tyle wydatków i co
teraz. Pediatra potwierdził nasze przypuszczenia. Tosia ma ospę. Usiadłem i
prawie się popłakałem. Tomek przyniósł mi ciastka kruche, na poprawę
samopoczucia. Troszeczkę się uspokoiłem. Ale co tu robić? Za oknem sypie śnieg,
mróz gryzie w buzie, a moja córka ma zakaz wychodzenia z domu. Co teraz będziemy
robić? Biedny Tomek, przez chorobę siostry nie pojedzie na narty do Zakopanego.
Nie mogłem zebrać myśli. Żona wpadła na pomysł, byśmy zrobili w kuchni
warsztaty kulinarne. Wyszukała w Internecie ciekawych tematów do opracowania, np.
Czy czekolada jest zdrowa? Jak produkuje się draże w czekoladzie? Itd. Gdy opracujemy
teorię to wpuści nas do kuchni. Tam przygotujemy coś słodkiego na koniec
tygodnia.
Trzymajcie za
nas kciuki. Pozdrawiam L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz