Witam
Was serdecznie, jestem więźniem we własnym domu. Wszystko z powodu prac
związanych z wymianą pionów wodno – kanalizacyjnych. Od samego rana wpadła
ekipa do bloku. Każdy z majstrów w ręku trzymał młotek a czeladnicy wiadra do
gruzu. Byliśmy już po śniadaniu, jedliśmy ciastka Jungle czekoladowe lub
truskawkowe według upodobań. Zadzwonił dzwonek, wpuściłem monterów i się
zaczęło. Wystawiliśmy szafkę i zmywarkę, kafelki na ścianie aż „trzęsły” się ze
strachu. Minuta pracy młotka i wiadro zapełniło się gruzem i okruszkami płytek.
Potem szybkie cięcie Boschem i rur w domu nie mam. Wody w kuchni też. Dobrze,
że w łazience mogę napełnić czajnik. Bałagan w domu coraz większy. Panowie biegają
po piętrach, mieszkanie po mieszkaniu i pod butami wnoszą drobiny gruzu. Nawet nie
warto gruntownie sprzątać, bo jutro będą robić w łazience. Żona i dzieci poszli
do babci, tam zjedzą obiad a mi przyniosą coś na ciepło. Zazdroszczę im,
teściowa pewnie poczęstuje ich pysznościami z imienin. Muszę zadzwonić by po
drodze kupili mi pryncytorcik lub inny przysmak „dr Gerard”. Coś od życie też
mi się należy? Nawet skazani na śmierć mają prawo do ostatniego życzenia. Ja chcę
coś słodkiego.
Siedzę,
więc w domu, chcę popracować na kompie, a tu niespodzianka. Aktualizacja i
przez pół godziny czekałem aż się system uruchomi. Wokół mnie hałas, krzyki
monterów między piętrami, drzwi od mieszkania otwarte, więc każdy, kto
przechodzi zapuszcza żurawia. Nie podoba mi się to, lecz nie mam wyjścia. Zresztą
każdy z mojego bloku musi to przeżyć.
Życzcie
mi cierpliwości. Pozdrawiam L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz