Do domu miałem wracać busem, bo babcia Jadzia
tak na wszelki wypadek powykręcała mi wentyle z kół roweru. A do tego jeszcze
przecięła dętki nożem. Szczęśliwy to z tego powodu za bardzo nie byłem, ale w
duchu pomyślałem sobie, że i tak dobrze, że nie potraktowała mi sprzętu
siekierą… Bo z babcią to tak jest, że jak się zdenerwuje, to żartów z nią nie
ma. Ale jeśli jest w dobrym humorze, to wtedy jest najlepszym człowiekiem na
całym świecie. Ogólnie rzecz biorąc, to babcia jest zgodną, wesołą i mało
konfliktową osobą, ale jeśli w trakcie dyskusji, lub w konkretnej sprawie ma jakiś
swój pogląd, to wtedy nie przekona jej już nic za żadne skarby i idzie w
zaparte, na śmierć i życie. Jeśli ktoś nie zna babci Jadzi i da się wpuścić z
nią w jakąś sporną dyskusję, to później może się poczuć jak sponiewierany
malutki robaczek. Ten kto jednak wie czym grozi dyskusja z babcią, to zazwyczaj
takiej dyskusji nie zaczyna. Osobiście nie raz już przekonałem się na własnej
skórze, że nie warto z babcią Jadzią zadzierać, tak więc i tym razem wolałem
ani jej, ani sobie nie podnosić ciśnienia jeszcze bardziej. Pokornie zgadzałem
się ze wszystkim co ona mi powie, bo gdybym się z czymś nie zgodził, to skutki
mogłyby być nieoczekiwane. Babcia przygotowała mi na drogę ciepły sweter,
słodycze firmy Dr Gerard – Pryncypałki, ciastka Listki z cukrem i polewą, Artur
Krakersy solone, draże. Z tych rzeczy akurat byłem zadowolony, bo bardzo lubię
te ciasteczka, lecz innymi rzeczami to babcia naprawdę nie musiała zawracać
sobie głowy… O tym jednak tylko sobie pomyślałem – i poszliśmy na przystanek.
Było jeszcze całkiem ciepło. Kiedy dochodziliśmy do szosy, obok nas przejechał
jakiś samochód, który zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz