czwartek, 16 maja 2019

Nie ma żartów...



   Do domu miałem wracać busem, bo babcia Jadzia tak na wszelki wypadek powykręcała mi wentyle z kół roweru. A do tego jeszcze przecięła dętki nożem. Szczęśliwy to z tego powodu za bardzo nie byłem, ale w duchu pomyślałem sobie, że i tak dobrze, że nie potraktowała mi sprzętu siekierą… Bo z babcią to tak jest, że jak się zdenerwuje, to żartów z nią nie ma. Ale jeśli jest w dobrym humorze, to wtedy jest najlepszym człowiekiem na całym świecie. Ogólnie rzecz biorąc, to babcia jest zgodną, wesołą i mało konfliktową osobą, ale jeśli w trakcie dyskusji, lub w konkretnej sprawie ma jakiś swój pogląd, to wtedy nie przekona jej już nic za żadne skarby i idzie w zaparte, na śmierć i życie. Jeśli ktoś nie zna babci Jadzi i da się wpuścić z nią w jakąś sporną dyskusję, to później może się poczuć jak sponiewierany malutki robaczek. Ten kto jednak wie czym grozi dyskusja z babcią, to zazwyczaj takiej dyskusji nie zaczyna. Osobiście nie raz już przekonałem się na własnej skórze, że nie warto z babcią Jadzią zadzierać, tak więc i tym razem wolałem ani jej, ani sobie nie podnosić ciśnienia jeszcze bardziej. Pokornie zgadzałem się ze wszystkim co ona mi powie, bo gdybym się z czymś nie zgodził, to skutki mogłyby być nieoczekiwane. Babcia przygotowała mi na drogę ciepły sweter, słodycze firmy Dr Gerard – Pryncypałki, ciastka Listki z cukrem i polewą, Artur Krakersy solone, draże. Z tych rzeczy akurat byłem zadowolony, bo bardzo lubię te ciasteczka, lecz innymi rzeczami to babcia naprawdę nie musiała zawracać sobie głowy… O tym jednak tylko sobie pomyślałem – i poszliśmy na przystanek. Było jeszcze całkiem ciepło. Kiedy dochodziliśmy do szosy, obok nas przejechał jakiś samochód, który zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz