Przystanek był tuż,
tuż… Zaraz po tym jak doszliśmy, stanęliśmy z babcią przed rozkładem jazdy i
sprawdzaliśmy, za ileż to czasu będę miał jakiś pojazd. To wszystko trwało może
z pół minuty. W tym czasie kierowca samochodu który zatrzymał się tuż za przystankiem,
zaczął głośno i długo trąbić. Babcia wybałuszyła oczy na wierzch i tak się tym zdenerwowała,
że aż zakrztusiła się z wrażenia ciastkiem które akurat z wielkim smakiem sobie
chrupała. A nie były to byle jakie ciastka, bo Pryncypałki – firmy Dr Gerard. Ja
natomiast gryzłem sobie - Artur Krakersy solone. Facet do tego gestykulował coś
i migał światłami. Stuknąłem babcię kilka razy pięścią w plecy, ale też niezbyt
mocno żeby przypadkiem jej krzywdy nie zrobić, bo gdyby się zezłościła na mnie,
to dopiero miałbym za swoje… Łzy zaczęły płynąć cherlającej kobiecie, kiedy
jednak złapała trochę powietrza, to resztkami sił wyszeptała:
- No i udusiła bym się
przez głupka…
Chciałem powiedzieć babci, że przecież nie wiadomo o co temu
człowiekowi chodzi – dlaczego tak akurat się zachowuje i że najpierw należy
dowiedzieć się o to, jaka jest przyczyna jego zachowania, dopiero później
wyciągać wnioski. Ale zanim to uczyniłem, to ów pojazd stał na przystanku – tuż
przed nami. Facet uchylił szybę i krzyknął do nas:
- Siadajcie ciociu, to
was podwiozę.
Natychmiast poznałem po głosie, że był to mój dalszy kuzyn –
zresztą ulubieniec babci. Dzień wcześniej kupił sobie nowy samochód a babcia o
tym nie wiedziała i dlatego nie miała pojęcia że to jest on właśnie. Sławek też
sobie coś zajadał ze smakiem – tyle że jak się potem okazało, to były - ciastka
Listki z cukrem i polewą. Babcia jak już poznała swego ulubionego Sławcia, to
aż krzyknęła z radości! I zupełnie zapomniała już o tym, że jeszcze minutę
wcześniej, wyzywała go od kretynów…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz