poniedziałek, 20 maja 2019

Smaczna podróż



   Czule pożegnaliśmy się z babcią. I choć w ciągu tych kilku godzin które spędziliśmy oboje dochodziło do skrajnych sytuacji, to na samym końcu było już wyłącznie miło i serdecznie. A jeśli już wspominam o skrajnościach, to muszę dodać że z charakteru babcia jest skrajnym cholerykiem – to znaczy, że w ciągu minuty potrafi być wściekle zła, by za moment popaść w euforyczną radość… Jeśli patrzy się na to wszystko z boku i bez emocji, to można śmiało stwierdzić, że sytuacje te bywają bardzo zabawne. Kiedyś jak z Gabrysią nagraliśmy taką jedną scenkę, to później śmiechu było co nie miara – oboje zgodnie stwierdziliśmy, że nawet sam Mistrz Bareja czegoś takiego by nie wymyślił!

   Ze Sławkiem rozmawialiśmy cały czas – o mojej babci a jego cioci. Jak to w czasie jazdy zazwyczaj bywa, zagryzaliśmy bez przerwy coś smacznego:
- Pryncypałki
- ciastka Listki z cukrem i polewą
- Artur Krakersy solone
- draże
Ruch na jezdni był dość spory. Kiedy dojeżdżaliśmy już do miasta, to co chwilę musieliśmy przystawać w korku. Drogowcy przystąpili do wiosennych napraw, dlatego też roboty te powodowały jeszcze większe nasilenie korków. Z tego właśnie powodu że poruszaliśmy się w iście ślimaczym tempie, to smaczne produkty firmy Dr Gerard pochłanialiśmy w tempie odwrotnie proporcjonalnym do prędkości jazdy. Ciasteczka znikały nam jedno za drugim a czas spędzony w samochodzie upływał znacznie milej. Ale my tu tak sobie gadu gadu, chrupu chrupu – a tu nie wiadomo kiedy znaleźliśmy się prawie przed domem. A teraz trzeba będzie zaplanować wyjazd do babci po odbiór roweru…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz