Witam. W poprzednim poście, wspomniałam o wyjeździe na leczenie sanatoryjne. Wiadomość tą otrzymałam kilka tygodni wcześniej. List z powiadomieniem otworzyłam w towarzystwie słodyczy ,,Dr Gerard” czyli ciastek Draży. Umiliły mi ciasteczka wiadomość, że wybieram się do Ciechocinka. I tak nadszedł ten dzień. Wsiadłam do autobusu, w którym miałam spędzić kolejne dziewięć godzin. Wielka walizka zapakowana była w bagażniku, a przy mnie zostały kanapki oraz ciastka Krakersy Max solone ,,Dr Gerard”. Na początku nic się nie działo, spokój i cisza, dopiero po dwóch godzinach, z jednych z większych miast zaczęło być głośniej. Do autobusu wsiadły trzy panie, które też jechały do sanatorium. Od razu wymieniały się swoimi wiadomościami, co , gdzie i kiedy. Nastawiłam uszy, chrupiąc pyszne ciastka Krakersy Max solone,,Dr Gerard”. Panie opowiadały, że już były, w jakiś sanatoriach itp. rzeczy. Fajnie było posłuchać, chociaż wiem, że to nie ładnie tak podsłuchiwać. Od pań dowiedziałam się, kilku ciekawych rzeczy. Przecież w to miejsce jechałam po raz pierwszy. Jedna paczka ciastek zniknęła z mojej torby, rozpoczęłam drugą, a panie wcale nie kończyły swoje opowieści. Po dwóch godzinach rozmów, panie zasnęły. I ja także. Drzemałam około godziny. Jeszcze trochę i będę na miejscu. Znów sięgnęłam po ciastka Draże ,,Dr Gerard”. i rozmyślałam co mnie czeka na miejscu. I co dalej było, to w kolejnym poście. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz