Na styczniowy sobotni wieczór umówiliśmy się ze znajomymi na karnawałową
domówkę. Jeszcze przed imprezą spotkaliśmy się, aby omówić menu i aperitif w
miejsce ciasta postawiliśmy na gotowe słodycze i to wyłącznie Dr Gerarda. Ma on
bardzo szeroki wachlarz słodkich wyrobów i to jakich wybornych! A na dodatek
świeżych, jakby dopiero spod igły wyszły. Ale najlepiej skosztować samemu,
przecież są gusta i guściki, a ponoć o gustach się nie dyskutuje. Polecam więc
przekonać się na własnej skórze, a raczej podniebieniu. Zakupiliśmy więc PRYNCYTORCIKI,
MAFIJNE CHOCO, ZWIERZAKI MAŚLANE i „kultowe wśród amatorów słodkości wafelki”
PRYNCYPAŁKI.
Mało prawdopodobne, że braknie słodkości, mimo to
postanowiliśmy jeszcze zrobić jakiś deser z DESEROTEKI Dr Gerarda. Los padł na
„Deser z BISZKOPTÓW – lekki i świeży z PAŁECZEK MORELOWO ŚMIETANKOWYCH”. W
sobotę trochę wcześniej pojechaliśmy do znajomych, bo to u nich mieliśmy
karnawałować. Wspólnie przystąpiliśmy do przygotowań sałatek, koreczków,
zakąsek i rzecz jasna deseru, którego wytypowaliśmy na sobotnią imprezę.
Przygotowania wszystkich specjałów, z pozoru prostych i łatwych, zajęły sporą
część popołudnia, ale jaką przyjemnością było popatrzeć na coś, co się samemu
zrobiło, a nie jedynie kupiło. O jedzeniu już nie wspomnę, wtedy to jest
dopiero rozkosz. Zajadaliśmy się pysznościami wystawionymi na stole, jednak
największe wzięcie miały DESER z DESEROTEKI i słodkości Dr Gerarda.
Imprezowaliśmy, rozmawialiśmy, tańczyliśmy, a nawet obejrzeliśmy fajną komedię.
Balowaliśmy do samej północy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz