niedziela, 8 stycznia 2017

Kulig u Nowickich.

Kulig u Nowickich.

Piękna zimowa aura wprost prosi się o spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu. Filip z Tomkiem poszli do leśniczówki pożyczyć kuca i sanie. Ja z Ewą zabrałam się za przygotowywanie termosów z kawą i herbatą. Malutki kubek termiczny został napełniony  czekoladą do picia. Zośka uwielbia taką czekoladę. Przygotowałyśmy kiełbaski i ziemniaki do pieczenia w ognisku. Nie mogło również zabraknąć deseru. Ciasteczka Witam na dzień dobry z firmy dr Gerard nadają się do tego znakomicie. Dorzuciłyśmy jeszcze paczkę świeżutkich chrupiących Pryncypałek z nadzieniem śliwkowym, mniam mniam, pychota. Ewa w żaroodpornym naczyniu przygotowała jeszcze zapiekane pierniczki z owocami według przepisu znalezionego na stronie deseroteki Dr Gerarda. Na zimową przejażdżkę w sam raz. Kosz piknikowy był pełen. Mogłyśmy zacząć się odpowiednio, na taką przygodę, ubierać. Panowie mieli zadbać o derki, śpiwory termiczne, suche drewno i podpałkę do ogniska. Po chwili byłyśmy gotowe. Właśnie nadjeżdżały sanie ciągnięte przez łagodnego kuca o imieniu Gabcio. Spokojnym, dostojnym truchtem Gabcio zbliżał się do domu Nowickich. Towarzyszył temu uroczy dźwięk dzwoneczka zamocowanego przy saniach i wesołe  poszczekiwanie Fiony i Froda. Mogliśmy ruszać. Słońce, lekki mróz, skrzypienie śniegu pod kopytami wprawiało nas w ten  szczególny, radosny nastrój. Szusowanie saniami po leśnych drogach dostarczało nam wielu niesamowitych wrażeń. Nawet nie wiem kiedy i kto zaczął śpiewać znaną starą piosenkę zespołu „Skaldowie”  o szalonym kuligu mknącym ulicami.  Zapowiadała się fantastyczna przygoda. Spędziliśmy w lesie około pięciu godzin bawiąc się wesoło jak dzieci. Lepiliśmy bałwana, rzucaliśmy się śnieżkami, objadaliśmy się ziemniakami pieczonymi w żarze popiołu ogniska. Gabcio dostał pokaźną garść owsa, a nasze psy karmę zalaną rosołem z indyka. Wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni.                


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz