Kulig u Nowickich.
Piękna zimowa aura wprost prosi się o spędzanie wolnego
czasu na świeżym powietrzu. Filip z Tomkiem poszli do leśniczówki pożyczyć kuca
i sanie. Ja z Ewą zabrałam się za przygotowywanie termosów z kawą i herbatą.
Malutki kubek termiczny został napełniony
czekoladą do picia. Zośka uwielbia taką czekoladę. Przygotowałyśmy
kiełbaski i ziemniaki do pieczenia w ognisku. Nie mogło również zabraknąć
deseru. Ciasteczka Witam na dzień dobry z firmy dr Gerard nadają się do tego
znakomicie. Dorzuciłyśmy jeszcze paczkę świeżutkich chrupiących Pryncypałek z
nadzieniem śliwkowym, mniam mniam, pychota. Ewa w żaroodpornym naczyniu
przygotowała jeszcze zapiekane pierniczki z owocami według przepisu
znalezionego na stronie deseroteki Dr Gerarda. Na zimową przejażdżkę w sam raz.
Kosz piknikowy był pełen. Mogłyśmy zacząć się odpowiednio, na taką przygodę,
ubierać. Panowie mieli zadbać o derki, śpiwory termiczne, suche drewno i
podpałkę do ogniska. Po chwili byłyśmy gotowe. Właśnie nadjeżdżały sanie
ciągnięte przez łagodnego kuca o imieniu Gabcio. Spokojnym, dostojnym truchtem
Gabcio zbliżał się do domu Nowickich. Towarzyszył temu uroczy dźwięk dzwoneczka
zamocowanego przy saniach i wesołe
poszczekiwanie Fiony i Froda. Mogliśmy ruszać. Słońce, lekki mróz, skrzypienie
śniegu pod kopytami wprawiało nas w ten szczególny, radosny nastrój. Szusowanie
saniami po leśnych drogach dostarczało nam wielu niesamowitych wrażeń. Nawet
nie wiem kiedy i kto zaczął śpiewać znaną starą piosenkę zespołu
„Skaldowie” o szalonym kuligu mknącym
ulicami. Zapowiadała się fantastyczna
przygoda. Spędziliśmy w lesie około pięciu godzin bawiąc się wesoło jak dzieci.
Lepiliśmy bałwana, rzucaliśmy się śnieżkami, objadaliśmy się ziemniakami
pieczonymi w żarze popiołu ogniska. Gabcio dostał pokaźną garść owsa, a nasze
psy karmę zalaną rosołem z indyka. Wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz