Zimowy
długi weekend.
Pierwszy w tym roku
długi weekend. Mamy śnieg i mróz sięgający do minus dwadzieścia
stopni. Wszyscy się cieszą prócz osób, które muszą dojeżdżać
samochodami lub środkami komunikacji miejskiej do pracy. Jak zwykle
opóźnienia a to pierwszy lekki śnieg. Moja koleżanka Ania jeździ
ponad trzydzieści kilometrów z wioski do biura i musi się nieźle
nagimnastykować rano aby zetrzeć, zdrapać s szyb przymrozek i
śnieg z auta a potem powoli dotrzeć do celu. Tylko zadzwoni to
narzeka znów zima. Ma swe uroki i klimat. Maluchy wreszcie z
rodzicami oraz swymi kolegami mogły porzucać śnieżkami i
pozjeżdżać na sankach. Niedaleko mego miejsca zamieszkania mamy
park i niewielką górkę więc w sobotę w południe wzięłam
dzieci mojej siostry i poszliśmy szukać przygód na białym puchu.
Obowiązkowo musiałam zjechać najpierw na sankach z Olą a potem
dali mi jabłuszko to było gorzej. Śnieg był rozjechany więc
każdy podskok się czuło. Ciocia przecież musi. Na koniec kulanie
się i bitwa na śnieżki dziewczyny kontra chłopaki. My miałyśmy
młodszą ekipę trochę nas pokonali choć dzielnie walczyłyśmy.
Dobrze przemarzliśmy na tym mrozie więc zaserwowałam gorącą
czekoladę z bitą śmietaną, wesołe ciasteczka zwierzaki
maślane i mafijne
choco
dr Gerarda.
Zabawa przeniosła się do
domu. Jak niewiele
trzeba trochę świeżego puchowego śniegu i kilka ciasteczek, mamy
udany, szczęśliwy
dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz