Po świętach Bożego Narodzenia pozostały wspomnienia. Lecz
okres całkowitego nastroju świątecznego jeszcze pozostał. Nadchodzi święto
Trzech króli, a jednocześnie piąte urodziny mojego synka Marcinka. Na tą okazję
upiekłam duży tort czekoladowy. Przed przyjściem gości rozłożyłam gwiazdkowy
prezent w postaci obrusu ze wzorem złotych bombek w towarzystwie zielonych
gałązek choinkowych. Na talerzyk wyłożyłam moje ulubione słodycze Dr. Gerarda.
Były to zwierzaki wielozbożowe, Witam Ciastka na dzień dobry. Na osobny talerz
ułożyłam winogrona, kiwi, mandarynki, pomarańcze. Na środku dużego stołu
zostawiłam miejsce na tort. Po południu przyszła moja siostra z mężem i dwójką małych
dzieci Kamilkiem cztery lata i Mirkiem sześć lat. Oraz moi rodzice. Natomiast rodzice
męża przebywali z nami prawie cały grudzień. Potem musieli jechać do lekarza na
umówione wizyty. Śnieżyca i okropne ślizgo na chodnikach wpłynęło na decyzje
pozostania w domu. Dla Marcinka była najważniejsza chwila składania życzeń i
wręczania prezentów. Dostał puzzle, auto zdalniesterowane i gry planszowe.
Szczęśliwy z otrzymanych upominków zapomniał o torcie, na którym paliło się
pięć świeczek urodzinowych. Bez problemu dmuchnął i od razu wszystkie zgasły.
Potem tortowy przysmak trafił na talerzyki. Dorosłym osobom zaserwowałam kawę,
a dzieciom ciepłą czekoladę. Po paru minutach już trójka maluchów pobiegła do
nowych zabawek i tam zaczęły hałasować. Od czasu do czasu przybiegali po
ciasteczko Dr. Gerarda, by z powrotem zniknąć z pola widzenia. Późnym wieczorem
zjedli kolacje i z ociąganiem wrócili do domu. Na drugi dzień pojechaliśmy w
odwiedziny do drugich dziadków. Zawieźliśmy im kawałek smacznego tortu i parę
owoców. Bardzo ucieszyli się z naszych odwiedzin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz