poniedziałek, 11 czerwca 2018

Semifreddo na żar tropików.


          Za nami kolejny weekend, znów dostałem w kość. Żar leje się z nieba a dzieciaki chcą spędzić ciekawie wolny czas. Wczoraj mój syn był na meczu wyjazdowym a ja z córeczką spędzaliśmy czas na obiektach sportowych. Przyznam się, że byłem nieprzygotowany. Zabrałem ciastka Jungle czekoladowe lub truskawkowe oraz wodę (tylko jedna małą butelkę). Woda skończyła się po godzinie. Niestety była to wolna niedziela i wszystko zamknięte. Ciastka „dr Gerard” miałem w zapasie, jednak brak wody mocno nas doświadczył. Po odprowadzeniu Tomka do autokaru, poszliśmy na halę sportową na Mistrzostwa w gimnastyce artystycznej i w fitness. Tosia po piętnastu minutach była znudzona. Występy były atrakcyjne i na moje oko bardzo trudne. Jednak moja córeczka widziała, że na stadionie miejskim są dmuchańce, więc tam ją ciągnęło. Gdy zmieniliśmy obiekt, moja mała odżyła. Bawiła się na zjeżdżalniach, na trampolinach oraz brała udział w konkursach. Tak spędziliśmy dwie godziny. Po powrocie do domu, padliśmy. Nie mieliśmy siły na nic. Włączyłem telewizor na jakiś teleturniej. Nie powiem, co to był za program, bo nie pamiętam. Leżąc na podłodze słuchałem pytań. Zaciekawiło mnie, co to jest Semifreddo? Pierwszy raz usłyszałem tą nazwę. Miałem pod ręką telefon, sprawdziłem, zanim uczestnicy odpowiedzieli na to pytanie. Google poinformowało mnie, że jest to deser właśnie dla mnie i na taką pogodę. Na wpół zmrożony deser lodowy. Jest na półtwardy i zawiera bezy oraz owoce. Jak ktoś nie lubi owoców to może wykorzystać płynną czekoladę. Zagłębiłem się w Internecie po jakiś przepis. Napotkałem stronę Madame Edith. Znałem ją ze strony „dr Gerard”, gdzie były zamieszczone jej przepisy. Wszedłem i znalazłem tam wszystko, czego szukałem. Dokładny przepis krok po kroku, wzbogacony o ilustrację każdego etapu przygotowania, tak jak w klockach znanej i lubianej firmy na „L”. Odsyłam Was na jej stronę. Tam też wszystko jest pokazane jak na dłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz