Witam.
Jak wspominałam w poprzednich postach, wyruszyłam do sanatorium w Ciechocinku,
razem z ciasteczkami ,,Dr Gerard”. W podróży towarzyszyły mi słodycze takie
jak: Krakersy Max solone, Draże oraz Biszkopty Pałeczki Kremowe. Po dziewięciu
godzinach byłam na miejscu. Z dworca PKS, jeżeli można to nazwać dworcem, do
ośrodka miałam blisko. Z wielką walizką, i z wielkim plecakiem, pomału
poczłapałam do miejsca gdzie miałam spędzić najbliższe trzy tygodnie. Przy
recepcji stały tłumy ludzi. Ogarnęłam wzrokiem, i stwierdziłam, że jestem
najmłodsza. Sięgnęłam po ciasteczko Draże, i udałam się do kolejki. Kiedy
przyszła moja kolej, panie skierowały mnie do pielęgniarki itd. Po godzinie
mogłam udać się do pokoju. Miałam szczęście, byłam jeszcze sama. Mogłam wybrać
sobie łózko, szafkę itp. rzeczy. Rozsiadłam się na łóżku, ponownie sięgnęłam po
ciastka tym razem były to Biszkopty Paluszki kremowe,,Dr Gerard”, i zaczęłam
się rozpakowywać. Po pół godzinie poszłam na kolację. Przy moim stoliku,
siedziały trzy panie. Zapoznałyśmy się, i zaczęłyśmy jeść kolację. Wróciłam do pokoju, i nie miałam już siły na nic. Pokój
miałam trzy osobowe. Był balkon. Było nie źle. Pierwszej nocy byłam sama. Rano
śniadanie, i takie tam rzeczy. Zabiegi. Kiedy wróciłam do pokoju, miałam już
koleżankę. Koleżanka była w wieku mojej babci.
Ale, bardzo miła. Poczęstowałam ją ciasteczkiem ,,Dr Gerard”, i chwilę
rozmawiałyśmy. Potem musiałam iść na kolejny zabieg. I jeszcze jeden post
poświęcę pobytowi w sanatorium. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz