W poniedziałek
okropnie się ochłodziło i nowy rok szkolny rozpoczął się bardzo jesiennie… W
mieszkaniu było jeszcze bardzo ciepło, gdyż stare mury nagrzane były przez całe
lato jak kaloryfery. Podszedłem do okna w kuchni i kiedy spojrzałem na
zewnątrz, to zobaczyłem obraz zniechęcający do patrzenia na to co tam się
dzieje. A widok był taki, że przyprawiał mi gęsią skórkę na całym ciele.
Spojrzałem na wiszący termometr – wskazywał wewnątrz +24 stopnie C – to dla
mnie najprzyjemniejsza i najodpowiedniejsza temperatura. Zrobiło mi się trochę
cieplej… Jednak kiedy znów zerknąłem za okno, ujrzałem miotające przez
porywisty zimny wiatr suche i zielone liście, połamane kawałki gałęzi, trawę
wymieszaną z ziemią oraz piachem… Żal było mi tych małych dzieci, które
opatulone w ciepłą odzież, przeżywając szok termiczny – bo przecież jeszcze
dzień wcześniej temperatura sięgała prawie trzydziestu stopni a obecnie jedynie
siedem kresek, w dodatku ten silny porywisty wiatr, który momentami zacinając
deszczem, powodował że odczuwalna temperatura była bliska zeru. I znów dreszcze
mną wstrząsnęły a na całym ciele pojawiła się ponownie gęsina. W salaterze
leżącej na stoliku obok, była mieszanka ciastek firmy Dr Gerard - ciasteczka
Szkolne, Gingerbreads - Pierniczki z nadzieniem wieloowocowym w polewie
kakaowej, ciastka Vit’AM Milk and Chocolate, bagietki Baguettes
Tomato&Olive Oil – nowość Dr Gerarda… Sięgnąłem do nich odruchowo i
sięgnąłem losowo po rozgrzewającego pierniczka… Od razu zrobiło mi się cieplej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz