Jeszcze w starym roku otrzymałem propozycję spotkania w
Inowrocławiu od
Koordynatorki wolontariatu TPG. Celem spotkania miała być nauka alfabetu LORM’A
dla głuchoniewidomych oraz spacer kulturalno-oświatowy po parku Solankowym i
zwiedzanie muzeum im. Jana Kasprowicza.
W pierwszym
tygodniu nowego roku spotkaliśmy się na przystanku autobusowym. Pod nogami
skrzypiało nam od siarczystego mrozu, ale co tam! Poszliśmy prosto do „Solanek”,
gdyż było zbyt wcześnie, by pójść do kawiarni. Po drodze wstąpiliśmy do dyskontu
spożywczego, aby kupić coś słodkiego na czas spacerku. Daleko nie musieliśmy
szukać. Przy kasie pani kasjerka oznajmiła, iż ma spory wybór słodyczy wokół
siebie i może znajdziemy to czego szukamy.
Od razu rzuciły nam się w oczy opakowania wit’AM ciastka na
dzień dobry i ZWIERZAKI WIELOZBOŻOWE Dr Gerarda. Kupując właśnie te ciastka
nawet nie przypuszczaliśmy, iż w parku znajdziemy amatorów na przepyszne
słodycze Dr Gerarda.
Idąc spacerowym krokiem przez park, w oddali zauważyliśmy
nieruchomo stojącego pana i nie mogliśmy wyjść z podziwu jak blisko wiewiórki
mogą podejść do człowieka. Dosłownie tańczyły wokół niego. Podeszliśmy na
niewielką odległość, a pan widząc nas powiedział, byśmy stanęli nieruchomo i zwrócili na siebie uwagę jakimś
przysmakiem. Nie zastanawiając się wyciągnąłem z plecaka ciastka wit’AM i ZWIERZAKI
WIELOZBOŻOWE Dr Gerarda, pokruszyłem, rozsypałem je wokół siebie i stanąłem
nieruchomo czekając na efekt podchodów. Trochę to trwało, ale opłaciło się
czekać i cieszyć z radości wiewiórek ciastkami od Dr Gerarda.
Poszliśmy do końca parku, aż do samych tężni. Zrobiliśmy dwa
okrążenia, aby naładować się jodem i ruszyliśmy w drogę powrotną. Idąc alejką
odkryliśmy, iż otwarta jest kawiarnia parkowa, więc stwierdziliśmy, że nie
będziemy marzli na mrozie i szukali lepszego miejsca na ogrzanie się. W
kawiarni było cieplutko i nastrojowo, w tle grała muzyka. Podeszliśmy do baru,
zrobiliśmy rozpoznanie w menu, poprosiliśmy o kawę i z niedowierzaniem o dwa
PRYNCYTORCIKI Dr Gerarda.
Kawa latte i do tego PRYNCYTORCIK. „Niebo w gębie”! Wyborny,
puszysty i jak zawsze świeżutki. Z tego wszystkiego nasze myśli aż odbiegały od
zamierzonego celu, a mianowicie od nauki alfabetu LORM’A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz