Witam.
Śniegu trochę mniej, ale nadal mrozi. Wczoraj wieczorem byłam u koleżanki. Zrobiłyśmy
sobie babski wieczór. Maseczki i ploteczki. Nie zapomniałyśmy o pysznych
kruchych ciastkach naszej ulubionej firmy czyli ,,Dr Gerard”. Wcześniej
zrobiłyśmy zakupy i na naszym party stole znalazły się Pryncytorcik, Zwierzaki
Wielozbożowe oraz Mafijne Choco. Było nas w sumie cztery. Miał być wieczór bez
panów. Nawzajem robiłyśmy sobie pazurki i śmieszne fryzurki. Maseczki były
własnej roboty, czyli owoce, warzywa, jogurty itp. rzeczy. Pyszna kawka, dobre
winko i wspaniałe słodycze. Kiedy tak się wyśmienicie bawiłyśmy, a wyglądałyśmy
naprawdę zabawnie i na pewno mało apetycznie, zadzwonił telefon gospodyni. A po
chwili usłyszałyśmy, dziewczyny zmywamy twarze! nadchodzą goście. Wpadłyśmy w
panikę. Nic nie rozumiałyśmy. Wiedziałyśmy jedno, trzeba się doprowadzić do porządku.
Miałyśmy tylko kwadrans. Jak się okazało później, koleżanka miała telefon od
sąsiadki, że właśnie dziś chodzi ksiądz po kolędzie. Nie było mowy żeby go nie
przyjąć. Nie minęło piętnaście minut, a w drzwiach stał ksiądz. My jeszcze w
proszku, umazane. Lekko był zdziwiony. Ale robił to co do niego należało. Na
koniec poczęstował się ciasteczkiem ,,Dr Gerarda” i z zachwytu mruknął.
Pośpiesznie wyszedł, a my padłyśmy ze
śmiechu. Przecież widziałyśmy się nawzajem, potargane, niedomyte, w
pochlapanych bluzkach. Mimo wszystko wieczór trwał jeszcze długo, i długo będziemy
jeszcze go wspominać. Nasza mafia pochłonęła z apetytem Mafijne Choco i
pozostałe ciastka. Pychota. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz