poniedziałek, 13 lutego 2017

pączki w towarzystwie ciastek Dr. Gerarda

Zbliża się tłusty czwartek. Pozostało tylko tydzień karnawału.  Ja już sezon smażenia pączków, faworków, oponek rozpoczęłam od dwóch tygodni. Tradycyjnie co roku piekę pączki dla mojej rodzinki.  Próbowałam kilka przepisów nawet tych bez smażenia. Jednak przepis od  babci najbardziej mi odpowiada.  Pączki pieczone w piekarniku smakują jak drożdżówki. Wersja ta jest zdrowsza lecz raz w roku można sobie pozwolić na klasyczne  smażenie pączków. Dawniej moja babcia była kucharką i piekła ciasta na wesela. Dostałam od niej dwa duże zeszyty z ciekawymi zapiskami. Choć są bardzo zniszczone,  to często z nich korzystam. Ja jedna z całej rodzziny odziedziczyłam zamiłowanie do pieczenia i gotowania.  Powinnam w tym kierunku rozwijać swój talent, ale nie chciałam być gorsza od koleżanek i skończyłam studia pedagogiczne.  Pracuje w szkole jako nauczycielka. W pracach kuchennych pomagają mi małe córeczki Grażynka i Agnieszka. Także towarzyszyły mi wykrawać szklanką pączki. Po usmażeniu nadziewałam je własnej roboty marmoladą z dzikiej róży. Następnego dnia spakowałam smakołyki do pudełka i z całą rodziną pojechaliśmy do moich rodziców. Dziewczynki chwaliły się, że one dużo mi pomagały. Na jednym talerzyku były nasze pączki, a na drugim babcia wyłożyła ulubione ciasteczka Dr. Gerarda o nazwie. Witam ciastka na dzień dobry oraz zwierzaki wielozbożowe. Larytasy tego producenta szybko znikały z talerza.  Natomiast pączkami częstowali się dziadkowie. Pod wieczór przyjechała siostra z mężem i synkiem. Przywiozła chrupiące faworki. W tym dniu nikt nie liczył kalorie. Rodzice bardzo cieszyli się z odwiedzin swoich najbliższych.  
  
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz