Wakacje rozpoczęły
się z lekkim dreszczykiem… I w przenośni – i dosłownie. Piotrek wstał jakiś
smętny. Na początku mówił że nie może się wcale podnieść, gdyż bolą go łydki,
uda i głowa. A do tego, wszystkie mięśnie i kości. I ma jeszcze chrypkę, piecze go w gardle i ma dreszcze – no i jeszcze…
pieką go oczy i łzawią tak mocno, że wygląda to tak, jakby płakał jak dziecko. Marta
słysząc te wszystkie użalania się Piotrka nad sobą, zaniemówiła całkiem. Oczy
tylko zrobiły się jej okrągłe z wrażenia i chusteczką higieniczną ocierała pot
z mokrej twarzy. Chciała zrobić Piotrkowi jakieś smaczne i niezwykłe śniadanie
– zwłaszcza że to właśnie był dzień jego imienin, lecz tak przeraziła się tym
wszystkim co Piotr powiedział, że przerażona szybko wyszła z sypialni i myślała
tylko o tym – „żeby tylko nie było to paskudztwo…”
- A jeśli to będzie
właśnie „to”? – Marta szepnęła przerażona sama do siebie…
Piotrek zażył lek –
przeciwzapalny, przeciwgorączkowy oraz przeciwbólowy – i już za chwilę poczuł
się znacznie lepiej. Zrobił sobie nawet lekką poranną gimnastykę a następnie
poszedł pod prysznic. Marta zaś stała w oknie i roztrzęsiona patrzyła gdzieś w
przestrzeń. Myśli przewijały się przez jej głowę i nawet nie zauważyła tego że
wszedł Piotrek. A on chciał przegryźć sobie coś smacznego, gdyż właśnie „złapał
„ smak na jakiś kęsek – albo dwa. Zajrzał tam gdzie zawsze znajdują się ich
ulubione smakołyki – a są to zazwyczaj różne produkty firmy Dr Gerard. Tym
razem trafił na wakacyjno imieninowy zestaw takich oto smakołyków:
- ciastka Listki kruche
- Torcik zbożowy
- draże Maltikeks
- krakersy Goldfish
- wafelki Pryncypałki
Sięgnął po nie i zaszeleścił w specyficzny sposób,
przełykając ślinkę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz