poniedziałek, 13 lutego 2017

Bieg karnawałowy.

Bieg karnawałowy.

Uważam, że taki bieg to fajna sprawa. Możemy się solidaryzować z osobami przestrzegającymi zdrowy tryb życia jednocześnie świetnie się bawiąc. Na sportowe wygodne stroje  pozakładaliśmy wesołe, a jednocześnie swobodne  w kroju przebrania takie jak peleryny, nakrycia głowy, togi. Wszyscy wyglądali kolorowo, karnawałowo. Były nawet boa i ogony ze sztucznych piór. Wyobraźnia co u niektórych wręcz szczytowała, hihihi. Ja byłam przebrana za arlekina, Filip za cyrkowego klauna. Atmosfera radości, podniecenia była wprost wyczuwalna. Biegowi ulicami miasta towarzyszyła karnawałowa muzyka. Brzmiała nienajlepiej odtwarzana z ulicznych głośników. Najważniejsza jednak była sama zabawa. Udowodniliśmy, że można czas karnawału spędzić na świeżym powietrzu dobrze się bawiąc. Niekoniecznie potrzebna jest do tego sala, tony jedzenia i alkoholu. Trasa biegu miała około 10 kilometrów. Każdy biegł swoim tempem. Nie było pokonanych, ani zwycięzców. To był sprawdzian nas samych, takie małe Rio. Udział w tym biegu był nagrodą samą w sobie oraz fantastyczną zabawą. Kilka  spontanicznych wiwatów kibicujących mieszkańców naszego miasta i pamiątkowe zdjęcia, od to wszystko. No, ale jaka niezwykła  przygoda…  Na mecie czekał na nas ogromny namiot ze smacznym poczęstunkiem.  Były termosy z kawą, z herbatą, butelki z wodą mineralną, mnóstwo przepysznych ciasteczek z firmy Dr Gerard. Ja oczywiście nie omieszkałam poczęstować się markizami mafijnymi choco i pryncytorcikiem. Filip preferował witam ciastka na dzień dobry. Ustawiliśmy się w kolejce po rozgrzewający żurek. Miłą niespodzianką było opakowanie zwierzaków wielo zbożowych wydawanych razem z porcją zupy. No no, nadal królowała zasada zdrowego trybu życia. Tak spędzona niedziela zapadnie na długo w mej pamięci. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz