Córka
patrzyła na te przebrania zaskoczona, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Czy
jej się podobają lub gorzej jak się rozpłacze z rozczarowania. To napięcie
trwało przez minutę. Jednak stroje podobały jej się. Ciocia zaproponowała, żeby
wystąpiła na balu jako kowboj. O dziwo nie było sprzeciwu, tylko wesoły uśmiech
na twarzy. Oczywiście jak siostra dobrze zauważyła będą poprawki dopasowujące
na rozmiar dziecka. Na szczęście mam sprawną maszynę do szycia. Najwyższa pora
ją uruchomić, bo już dawno z niej nie korzystałam. Sprawne rączki siostrzyczki
szybko zrobiły odpowiednie przeszycia. W
zestawie kowboja była kamizelka, spodnie, czerwona chusta, śmieszny kapelusz, a
co najważniejsze pas z przyczepioną bronią.
Patrząc na ten skład ubrania Małgosia zapytała czy może wziąć broń do
szkoły?. Pod warunkiem, że nikogo nie zastrzelisz odpowiedziała ciocia na
zadane pytanie. Małgosia zaczęła się śmiać z tego żartu, bo był to pistolet
kupiony na odpuście. W końcu nadszedł upragniony bal. Moja siostra specjalnie została
u nas parę dni, by wyprawić Małgosię. Przy okazji uszyła jej spódniczkę i sukienkę.
Sama w tym celu kupiła materiał. Odprowadziłam mojego kowboja do szkoły. Wychowawczyni zamiast upieczonego ciasta dałam
ciasteczka produkcji Dr. Gerarda zwierzaki maślane, zwierzaki
wielozbożowe oraz sok pomarańczowy w kartonie. Nie lubię piec dlatego
wykorzystuje na różne okazje słodycze mojego ulubionego producenta. Po paru godzinach
poszłyśmy z Marysią do szkoły. Zastaliśmy
Małgosię szalejącą na sali, a uśmiech nie schodził z twarzy. Jej radość
udzieliła się nam. Wtedy siostra zaproponowała, abyśmy ze swoimi mężami wybrali
się na bal karnawałowy organizowany przez jej gminę w remizie strażackiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz