W miniony weekend kolega zaprosił mnie do Poznania i jak tu
nie skorzystać skoro jeszcze mamy karnawał! Miałem dwa dni do namysłu, ale co
tu się zastanawiać? Życie jest zbyt krótkie, aby rezygnować z jakiejkolwiek
chwili między ludźmi.
Na drugi dzień spakowałem się, a na trzeci dzień jechałem już
na pociąg i w drogę! W poznaniu kolega odebrał mnie z dworca. Po drodze
oznajmił, iż wstąpimy do galerii na większe zakupy, bo skoro zapowiedziało się
kilka osób, to poważnie trzeba podejść do sprawy zakupów i w tej sytuacji mam
wczuć się w role filmowej służącej „Marysi”.
No cóż! Zadanie to potraktowałem na ¾ serio, a na ¼ żartem. W
markecie wzięliśmy wózek, gdyż zachodziła obawa, że koszyk może nie być wystarczająco
pojemny. Zakupy rozpoczęliśmy od regałów ze słodyczami w szerokim tego słowa
znaczeniu! Kolega miotał się wśród regałów i czym dalej w las, tym bardziej był
zdezorientowany. Poprosiłem, aby szukał Logo Dr Gerard. Mieliśmy farta,
ponieważ natrafiliśmy na świeżutką ekspozycję. Kolega wykazywał obawę do
sytuacji jaka się działa tj. umieszczałem w wózku wyłącznie Słodycze Dr
Gerarda, po kilkanaście opakowań takich ciastek jak: MAFIJNE CHOCO,
PRYNCYTORCIK, WIT’AM w trzech smakach, ZWIERZAKI WILOZBOŻOWE i MAŚLANE, a skoro impreza zakrapiana to jak
najbardziej KRAKERSY CLASSIC, KRAKERSY KANAPKI PAPRYKOWE i KRAKERSY KANAPKI
POMIDOROWE, które są wyśmienite na takie domówki.
Z resztą zakupów jakoś sobie poradził, gdyż miał wcześniej
sporządzoną listę. W drodze z marketu zapytałem czy będzie to problem, jeśli na
imprezie znalazłaby się jedna osoba więcej, gdyż w poznaniu gościnnie
przebywała koleżanka i przyjaciółka w jednym i akurat jest okazja, by się
spotkać. Kolega stwierdził, iż przy tej ilości zakupów jakie zrobiliśmy, to nie
będzie żadnego problemu, a im nas więcej, tym weselej. Goście dopisali w stu
procentach, a nawet każdy przyniósł swój wkład do imprezy. Kolega miał obawy
związane z Dr Gerardem, a okazało się, iż dwie osoby przyniosły desery
przygotowane z przepisów na Deserotece Dr Gerarda. Wszyscy bawili się prawie do
samego rana, a Dr Gerard królował nad wszystkim co było na stole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz