Zawsze
wszystkie dzieci z niecierpliwością czekają na ferie zimowe. Moje maluchy Kasia
lat siedem i Wiktor lat osiem nie mogły doczekać się na wyjazd do moich
rodziców na wieś. W końcu zawieźliśmy dzieci na pięć dni. Prawie codziennie chodziły
z dziadkiem do pobliskiego lasku. Dziadek opowiadał im o zwierzętach, drzewach
i roślinach. Wiktorek zafascynowany jest przyrodą. Nawet pani od biologi
zauważyła zainteresowanie w tej dziedzinie. Może częste przebywanie na łonie
natury miało decydujący wpływ. Natomiast Kasia z przyjemnością słucha
opowiadania dziadka, ale nie zadaje pytań. Przed przyjazdem dziadek wydobył
stare wysłużone sanki. Nasmarował, by dobrze jeździły. Musieli w dwójkę
zjeżdżać na nich, ale o dziwo nie było płaczu. Częste przebywanie na świeżym
powietrzu korzystnie wpłynęło na ich nastrój. Byli wyjątkowo grzeczni i
posłuszni. Babcia piekła, gotowała specjalnie dla wnucząt. Chcieli zostać
jeszcze na drugi tydzień. Lecz ja nie chciałam nadużywać gościnności. W sobotę
przyjechaliśmy do moich rodziców. Przywiozłam im słodycze Dr. Gerarda Mafijne
Choco o smaku śmietankowo cytrynowym i czekoladowym. Często kupuje im różne
słodycze tego producenta. Lubią pić kawę z dodatkiem smacznych łakoci. Babcia
upiekła sernik z brzoskwiniami. Było, to ciasto ulubione moich dzieci.
Natomiast ja częstowałam się ciasteczkami Dr. Gerarda. Z trudnością namówiliśmy
maluchy do powrotu. Oczywiście nie obeszło się bez płaczu córki. Babcia ją
tuliła, całowała. Pomogło dopiero jak powiedziała, że do nas przyjedzie na parę
dni. Bardzo ucieszyłam się, ponieważ nie miałam pomysłu na zorganizowanie
dzieciom pozostałych dni ferii. W niedzielę wieczorem z dziećmi i dobrą babcią
wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz